Duchowa praktyka i światowe cele są w rzeczywistości jak dwóch nie dających się pogodzić wrogów, którzy nigdy nie będą w dobrych stosunkach. Prób pogodzenia ich ze sobą jest jak trzymanie przyjaciela i wroga pod tym samym dachem – nie przychodzi to łatwo niezależnie od tego, jak bardzo człowiek się stara. Głównym powodem porzucenia przez Buddę swego pałacu, królowej i całego bogactwa było to, że praktyka Dharmy i światowe cele są w istocie nie do pogodzenia. Budda pokazał, że poświęcając się duchowym ćwiczeniom trzeba pozostawić światowe sprawy.

Z drugiej jednak strony, jeśli ktoś już zanurzył się w maji, czyli iluzji rodzinnego życia, nie może go tak po prostu zostawić. Musi ponosić odpowiedzialność za własna rodzinę. Ponieważ na Zachodzie nie istnieje tradycja wyrzeczenia się życia, ludziom Zachodu jest raczej ciężko wszystko porzucić – karierę, luksus i pozycję społeczną. W Tybecie niektórym jednostkom bez trudu udałoby się porzucić wszystko i skoncentrować się w stu procentach na praktyce Dharmy i jakoś jeszcze udałoby im się przeżyć. Świeccy ludzie wspieraliby ich i z oddaniem dawaliby datki i jedzenie dla medytujących, żyjących na odosobnieniu w jaskiniach i spokojnych miejscach. W ten sposób dobroczyńca równocześnie z praktykującym stwarza związek z oświeceniem.

Nie wydaje mi się, żeby podobna sytuacja występowała na Zachodzie. Wygląda na to, że obcokrajowcy pragnący intensywnie praktykować Dharmę nie są szczególnie wspierani przez innych. Tak więc życie w wyrzeczeniu jest trudne na Zachodzie. Każdy musi przejąć odpowiedzialność za swoje utrzymanie, taki jest zachodni styl życia i trzeba postępować zgodnie z nim. Należy próbować robić co tylko się da, żeby prowadzić światowe życie i równocześnie nie rezygnować z Dharmy. Jeśli porzuci się Dharmę, z pewnością nie dokona się żadnego postępu i absolutnie nie należy tego robić. Porzucenie światowego życia również jest naprawdę bardzo trudne. Trzeba równocześnie zająć się obydwoma.

Ludzie, którzy we wcześniejszej części swego życia są bardziej zajęci pracą, mogą mocniej skoncentrować się na praktyce Dharmy w późniejszej części swego życia. Uznaje się to za oznakę dobrego ucznia. Ale jeśli praktykujący Dharmę zaczyna od wyrzeczenia się wszystkiego, a później zostaje biznesmenem, to jest odwrotnie: nazywa się go wtedy „złym synem dobrego ojca”. Oczywiście wszystko jest nietrwałe i naprawdę nie możemy być pewni, ile jeszcze czasu nam zostało. Jednak można sobie zaplanować: „Gdy tylko zrezygnuję ze swoich obowiązków i nie będę całkowicie pochłonięty potrzebą zdobywania pieniędzy, wtedy tak bardzo, jak tylko się da, skoncentruję się na praktyce Dharmy”. Można więc życzyć sobie możliwości praktykowania Dharmy w późniejszej części życia.

Ale do czasu, kiedy nie będziesz wolny od odpowiedzialności, spróbuj być pilny i praktykuj tyle, ile możesz w obecnej sytuacji. Nikt nie pracuje przez 24 godziny na dobę, zawsze pozostaje trochę wolnego czasu. Możesz pracować w dzień, ale w nocy nie oddawaj się za bardzo przyjemnościom spania. Spróbuj być umiarkowanym śpiochem i praktykuj trochę wczesnym rankiem. Praktykuj zamiast się byczyć. Ponieważ ludzie na Zachodzie pracują tylko siedem albo osiem godzin dziennie, mogą oczywiście znaleźć trochę czasu na praktykę.

Tulku Urgien Rinpocze,
„Powtarzając słowa Buddy”,
przeł. Z. Zagajewski,
Wydawnictwo A, Kraków 2000,