Partnerstwo istnieje nie tylko pomiędzy ludźmi. Przeciwieństwa spotykają się na wszystkich poziomach. Poprzez nie wzrastamy i uczymy się.

Prawdziwa natura umysłu jest poza rozróżnieniem na płeć, poza wszelką dualnością. Spoglądając na umysł, nie znajdzie się przedmiotu, który można by nazwać świadomością. Umysł jest jak przestrzeń, jak coś otwartego, potencjalnego. Jest on również przejrzysty i zdolny do przeżywania. Mogą się w nim rozgrywać różne rzeczy i jest on bez granic.

To jest absolutna natura naszego umysłu i absolutna natura wszystkich rzeczy, zewnętrznie i wewnętrznie. Nie ma nic rzeczywistego, trwałego, absolutnego, egzystencjalnego – oprócz przestrzeni. Na poziomie absolutnym nie ma płci. Jednak w momencie gdy umysł zacznie grać sam ze sobą i wyrażać swój potencjał rodzi się dualizm. Na zewnątrz powstają światy i sytuacje, wewnątrz – myśli i uczucia. Powstają ciepło i gorąco, rodzaj męski i żeński, wrażenie bliskości i oddalenia. Powstają wszelkie dualizmy, poprzez które przeżywamy świat. Na końcu dochodzi działanie. Istoty robią myślą i mówią różne rzeczy, wnosząc tym coś do świata. Dostrzec dualizm jest łatwo. Lecz zrozumieć i przeżyć jedność przestrzeni i przejrzystości, z której dualizm pochodzi, nie jest tak łatwo. Widać to na przykładzie religii świata, z których tylko jedna wychodzi poza dualizm, poza pojęcie bytu i niebytu, dobra i zła, boga i diabła, a zamiast tego powraca do przeżywającego, do przejrzystości i przestrzeni. To jest nauka, do której mamy zaufanie, Nauka Buddy.

Czasami niektórzy ludzie dziwią się, w jaki sposób w ogóle coś się dzieje. Dlaczego ta przestrzeń gra sama z sobą, dlaczego przeżywa się i doświadcza różne rzeczy? Z jednej strony, gdyby tak nie było, wszystko stałoby się czarną dziurą – nie byłoby zróżnicowania, tylko energia i przestrzeń. Z drugiej strony, poprzez grę przeciwieństw dokonuje się coś bardzo ważnego.

Wiecie, że atom zawiera w sobie wszystko, ale dopiero gdy rozdzieli się różne cząstki i ponownie rzuci je na siebie, nastąpi wybuch. To, że umysł gra sam ze sobą, stanowi jego bogactwo. Nie jest tak, że czegoś brakuje. Bogactwem umysłu jest właściwość ukazywania się w przeciwieństwach, a poprzez to wypróbowywanie swoich możliwości, wzrost poprzez te przeciwieństwa i powstawanie czegoś nowego. Przestrzeń bogaci się i wzrasta dzięki rozpadowi i ponownemu łączeniu się przeciwieństw. Ostatecznym celem każdego połączenia jest jedność.

Na absolutnym poziomie niema rzeczy nowych. Przestrzeń, przejrzystość, nieograniczoność zawierają i będą zawierać wszystkie możliwości, siły i energie.

Podstawowy dualizm, podział na rodzaj męski i żeński, wyraża się na trzech różnych poziomach. Na poziomie zewnętrznym jest się szerokim na górze lub na dole, rodzi się dzieci, albo się pracuje żeby je wykarmić. Na poziomie wewnętrznym widać owe różnice w tym, czy ma się skłonność występowania na zewnątrz, czy też spoczywa się bardziej w sobie. Dualizm wyraża się jeszcze na trzecim poziomie, głębokim i podstawowym, na którym doświadcza się tego kim jest się naprawdę. Jest się jak ciepły kwiat lotosu, który szuka czegoś żeby trzymać to i obejmować i czuje się w tej roli dobrze wykorzystanym, albo jest się jak diament, który sam z siebie promieniuje i właściwie nie potrzebuje niczego.

W tej chwili ciało i duch mieszają się jak mleko z wodą. Nie można ich rozdzielić. Ale pewnego dnia nasze ciało odpadnie, a duch powędruje dalej. To jak pracuje umysł zależy jednak od ciała. W ciele posiadamy wewnętrzną, centralną oś energii. Zaczyna się ona na szczycie głowy, w miejscu odległym o szerokość ośmiu palców od linii włosów, a kończy w centrum ciała, cztery palce poniżej pępka. Od tej osi rozchodzą się kanały energii do pięciu różnych miejsc, związanych z następującymi elementami: do głowy – z nerwami i zmysłami, a więc z ciałem; do gardła – z mową i komunikacją; do serca – z przestrzenią i przejrzystością; do pępka – z różnymi właściwościami i inspiracją; do dolnego centrum energii – z wytrwałością i z energią miłości.

Energia pracuje w tych wewnętrznych kanałach. Podobnie jak struny głosowe są dłuższe i krótsze i dlatego wydają wyższe i niższe tony, tak również otrzymuje się szczególną wibrację, kiedy energia łączy się z męskim lub żeńskim ciałem, mimo, ze energia i centra pozostają te same. Ciało jest stworzone w ten specyficzny sposób, że umysł kieruje się w różne strony. Na różnych poziomach oświecenia, na których przeżywamy jedność, umysł doświadcza swojej absolutnej natury, medytując na różne formy. Istnieją proste męskie i żeńskie formy, dla których umysł się otwiera, ale w ten sposób otwiera się tylko dla połowy potencjału. Na najwyższym poziomie buddyjskiej tantry – Anuttara Joga Tantry – otwiera się on dla całości. Poprzez medytację na formy w zjednoczeniu, wszystkie aspekty łączą się i wszystkie poziomy, na których się pracuje, uzupełniają się.

Jak cechy żeńskie i męskie wyrażają się na różnych poziomach?

Na poziomie ogólnym element męski jest bardziej aktywny. Mężczyznę cechuje większy niepokój. On gorzej siedzi, ale porusza się lżej niż kobieta. Jego punkt ciężkości znajduje się na górze i nie spoczywa on tak bardzo sam w sobie. Punkt ciężkości kobiety znajduje się na dole. Ona w ogóle lepiej siedzi i lepiej koncentruje się na tym co robi. Na tym poziomie istota kobiety jest intuicyjną mądrością. Spróbujcie kiedyś wmówić jakieś kłamstwo mężczyźnie i kobiecie. W przypadku mężczyzn udaje się to o wiele łatwiej.

Element żeński kieruje się bardziej w stronę intuicji, otwartości i przejrzystości – właściwości obejmowania rzeczy i rozumienia ich. Element męski jest bardziej związany z działaniem. Kobieta rozumie coś intuicyjnie, mężczyzna zrobi raczej coś praktycznego. Na poziomie prawdziwej czystości aspekt żeński jest przestrzenią, otwartością, potencjałem. Aspekt męski jest radością, grą przestrzeni – tym, że powstają w niej różne rzeczy, że nieustannie cos się wyraża i może być doświadczane.

Celem – na poziomie najwyższego zjednoczenia – jest to, że kobieta i mężczyzna uczą się nawzajem od siebie. Gdyby mężczyzna całą drogę był tylko męski, a kobieta tylko żeńska, byłoby to dosyć proste, ale tak dzieje się rzadko. Na zewnątrz mężczyzna może prezentować się tak, jakby codziennie dźwigał dla przyjemności ze dwa fortepiany, wewnętrznie nawet największy zatwardzialec ma żeńskie cechy. Podobnie mała kobietka, która waży tyle, że można by ją nosić w kieszeni, może dyrygować pięcioma dryblasami i mówić im co mają do zrobienia. Możemy się tak wiele od siebie nauczyć, ponieważ istnieją trzy poziomy: zewnętrzny, wewnętrzny i tajemny, na których rozgrywa się ta różnorodna gra.

Mnich medytuje często na żeńską formę, aby otrzymać jej energię. Samotna kobieta lub mniszka będzie przyciągana do męskich form. Przy wzajemnym spotkaniu, mężczyzna uczy się intuicji i delikatności kobiety, a kobieta korzysta z jego energii. Na najgłębszym poziomie spotykają się przestrzeń i radość. Powinniśmy wiedzieć, że kiedy serce mocniej uderza, kiedy ona wygląda nagle jak księżniczka, a on jak najprzystojniejszy ze wszystkich, wtedy wyrażają się odwieczne cechy. Kiedy tak się dzieje i wiemy, że zgadza się to na wszystkich poziomach, powinniśmy to uczynić doskonałym, zrobić z tego coś doskonałego. W rzeczywistości jest to doprowadzenie możliwości na najwyższy poziom. Spotkanie jest zasianiem, wzbogaceniem, umożliwieniem wzrostu. Poprzez różne stany i spotykanie się możliwości wzrastamy najbardziej. Sami decydujemy o tym jak żyjemy. Wszystko zależy od stanu umysłu. Jeżeli zdecydujemy, że wszyscy ludzie są wspaniali, wszędzie można się czegoś nauczyć i wszystko ma sens, wtedy ludzie są naprawdę wspaniali i ze wszystkiego można się czegoś nauczyć. Życie staje się cudowne. Wszystkie rzeczy są bogate i wartościowe. Można również zdecydować, że wszystko jest niemożliwe, ludzie i tak nic nie wiedzą i wszystko nie ma sensu. Wtedy życie jest nieznośne: nie ma radości, nie ma szczęścia, za to jest złe samopoczucie, dużo cierpienia. Zależnie od tego, na który punkt widzenia się zdecydujemy, taki będzie dla nas świat.

Kiedy się zakochamy, otworzymy, odczujemy w sobie siłę do pokonania własnych ograniczeń, kiedy odnajdziemy nowy posiew, nową siłę, nowa świeżość, nowy wzrost, wtedy chodzi o to, aby zrozumieć, że każdy człowiek, tak jak my pragnie szczęścia i chce uniknąć cierpienia.

Na całym świecie każdy myśli o sobie: „Ja jestem kimś szczególnym, mam specjalną pozycję i powinno mi się dobrze powodzić”. Obserwując ludzi na ulicy zobaczymy jak łatwo można ich zranić. Z ich oczu widać, że nie przeżywają w pełni swojego potencjału. Są przestraszeni, szczególnie ci, którzy nie znają Dharmy. To ogromna różnica, czy ktoś zna Dharmę, czy nie. Przyjrzyjcie się dobrze, zdziwicie się jak duża jest ta różnica. Ludzie są nadzy. Jeżeli nie zawsze można dostrzec to u swojego partnera lub partnerki, u innych widać na pewno.

Od tego momentu decydujemy się uczynić z partnera to co najlepsze, myślimy: „Ta istota, tu, czy wysoka i z wąsami, czy też niska i okrągła, otworzyła się dla mnie, pragnie szczęścia, chce przeżyć coś bogatego i wspaniałego, a ja mam możliwość przyczynić się do tego”.

Powstaje cos pięknego, kiedy dojrzewa decyzja, aby zrobić z niej księżniczkę, przynieść jej szczęście, dać jej coś bogatego i pięknego, lub kiedy ona pomyśli: „Pokażę mu jak bardzo go naprawdę kocha, uczynię wszystko, czego on sobie życzy, przyniosę mu radość i szczęście”. Istnieje wiele sposobów otwarcia się. Najpierw trzeba wiedzieć, że to wszystko jest prawdą. Być otwartym i kochać, nie znaczy być sentymentalnym i pożądliwym. Będąc otwartym i kochając jest się w jedności z najpotężniejszymi i najważniejszymi aspektami przestrzeni. Na poziomie absolutnym zjednoczenie kobiety i mężczyzny jest uzupełnianiem się. Całość stanowi tu sumę części. Na innym poziomie możemy próbować rozpoznać bogactwo chwili. Jest tyle fascynujących rzeczy, które tkwią w każdym człowieku, np. różnorodność przeżyć i sposobów kochania się. Obojętne jest czy kobieta przeżywa miłość powoli i długo, czy szybko i wiele razy. Jeżeli mężczyzna się otworzy, może go to bardzo inspirować i uszczęśliwiać. Kiedy kobieta wie, jaką życzy ja sobie mężczyzna, kiedy czerpie jego energię, wtedy czuje, że daje mężczyźnie naprawdę coś szczególnego. Jest w nas wiele możliwości.

Mówi się, że kobiety należą do pięciu rodzin mądrości. Jednocząc się z nimi, otrzymuje się różne rodzaje mądrości. Od jednej pochodzi mądrość, która czyni nas przejrzystymi jak lustro. Wtedy patrząc nie trzeba nic dawać i nic ujmować. Od drugiej pochodzi mądrość, która pozwala widzieć rzeczy jako odrębne i równocześnie jako części jednej całości. Przy innej rzeczy rozpadają się i nagle pojawia się potężna otwartość. Przy jeszcze innej jest się intuicyjnie wiedzącym. Przy krótkim spotkaniu ujawnia się jej natura Buddy, dla niej charakterystyczna. Przy dłuższym spotkaniu okaże się, że kobieta posiada wszystkie pięć właściwości, nawet jeżeli jedna z nich jest bardziej widoczna. Można zobaczyć, że kobieta coraz bardziej wzrasta, ponieważ ma zaufanie. Jeżeli z radością i wdzięcznością przyjmuje się to, co ona daje, można nagle zobaczyć u niej tysiące twarzy.

W podobny sposób u mężczyzn przejawia się aktywność Buddy. Ta aktywność wyraża się w różny sposób: uspokaja rzeczy i przynosi spokój, wzbogaca, budzi zjawiska i tworzy ich związki, wreszcie ochrania, to co ma być ochronione, a niszczy to, co stoi na drodze, co przynosi cierpienie i trudności. Dokładnie tak samo jak mężczyzna rozwija w sobie żeńską mądrość dzięki przebywaniu z kobietą, w ten sam sposób kobieta rozwija w sobie różne męskie właściwości. W ten też sposób uzupełniamy się wzajemnie. Kiedyś urodziliśmy się sami i sami też umrzemy, ale w końcu nasza pierwotna natura jest wszędzie i zawsze ta sama. Przestrzeń, przejrzystość i nieograniczoność naszego umysłu są te same. Zawsze jesteśmy z nimi związani. I jeszcze więcej: podczas gdy tu jesteśmy, możemy się wzajemnie uzupełniać, możemy się spotykać i ukazać tak wiele naszych właściwości. Jeżeli powstanie uczucie otwarcia i chęć uczenia się i dawania, wtedy nieustannie będziemy wspólnie wzrastać.

Najwyższym wglądem w Buddyzmie jest zrozumienie, że przestrzeń i radość to jedno. Przestrzeń nie jest martwa, jest radością, zawiera w sobie wszelkie działania i możliwości. Buddyzm obrazuje ten wgląd w formie zjednoczenia. Buddowie symbolizujący najwyższe stany umysłu żeńskimi i męskimi Buddami w miłosnym objęciu. We wszystkich warunkach i czasach spotykają się te dwa aspekty i to jest wspaniałe.

W tym życiu i w poprzednich żywotach robiliśmy różne rzeczy. Niektórzy ludzie mieli dużo znajomych i weszli w wiele związków miłosnych, inni znali niewiele osób. Naprawdę tworzymy nasz własny świat, decydujemy o nim tu i teraz. Na poziomie Hinajany możemy postanowić, by nie czynić rzeczy, które nas wzajemnie ranią. Nie musimy od siebie wzajemnie uciekać, jeżeli spotykając się teraz rozumiemy, że powstał między nami związek z jakiegoś powodu. Można się zdecydować, tak dalece jak to możliwe, pracować na trzech poziomach, mimo obecności wielu rodzajów karmy, sympatii lub antypatii.

Na poziomie Hinajany powinniśmy uważać. Podstawą tutaj jest próba nie czynienia ciałem, mową i umysłem tego, co mogłoby nam wzajemnie szkodzić. Niektórzy z nas są cały czas zakochani. Kto tego nie potrafi, z powodu szarej codzienności i okresów suszy, powinien unikać tego, co mogłoby szkodzić partnerowi. Jeżeli związki z poprzednich żywotów nie są takie mocne, ze można siedzieć cały czas w obłokach, w czystej krainie pełnej stanów szczęścia i wzrostu, to zależy to od tego, co robiło się w przeszłości. Jeżeli utrzymaliście wzajemne więzi, czyniliście sobie wzajemnie dobro, to w tym życiu możecie prawie bez wysiłku rozwijać się i posuwać do przodu. Jeżeli to nie jest możliwe, to znaczy, że związki z przeszłości są mieszane, ponieważ robiliście rzeczy dobre i złe. Również w tej sytuacji można sobie powiedzieć: „Chcemy zostać razem, nie ma sensu, żeby miało być inaczej”.

Jeżeli trwacie razem, możecie spróbować zabetonować przepaście, które pojawiają się między szczytami gdy się kochacie, albo zbudować między nimi mosty. Najważniejsze jest to, żeby odkryć, jak ten drugi człowiek funkcjonuje, co go rani, co trafia poniżej pasa. W ten sposób można zabetonować bagna i stworzyć drogę do następnego wierzchołka. Powinno się budować mosty, spróbować zobaczyć, co przynosi partnerowi przyjemność, cieszyć się nim, mieć do niego zaufanie. Krótko mówiąc, na ile to tylko możliwe, powinno się bardziej myśleć o partnerze niż o sobie. Jest to drugi poziom. Jeżeli wygładzi się największe trudności, można łatwiej znaleźć połączenie dla dobrych przeżyć. Jest to postawa: „Dla dobra innych istot, chcę wyjść mu na przeciw, czasami zaprosić, czasami pochwalić, czasami zrobić cos miłego, być uprzejmym, nawet gdyby to nie było w typie mojego postępowania.”

Kiedy wiatr powieje w plecy i słońce zaświeci, kiedy ruszy się do przodu, pojawi się otwarcie na partnera i podziw do niego, wszystko dalsze rozegra się na czystym poziomie. Kończąc fazę rozpuszczania w naszej medytacji powiemy: „Wszystkie istoty są Buddami, mają naturę Buddy, wszystkie dźwięki są mantrą, wszystkie uczucia i myśli są fantastyczne, tylko dlatego, że mogą powstawać”.

Tak wygląda to w naszej medytacji, ale w ten sam sposób powinniśmy myśleć o naszym partnerze. Jeżeli się nie da, trzeba zebrać całą energię i zdecydować: „Ona naprawę jest wszystkimi żeńskimi Buddami, jest wspaniała, wszystko co robi, myśli i mówi jest najwyższą inspiracją”. Ona z kolei myśli: „Wszystko co on robi jest wspaniałe. Teraz ofiaruję przestrzeń dla radości wszystkich Buddów”. Ona ma wtedy naprawdę doświadczenie, że daje ile tylko może najwięcej.

Kobiety mają jeszcze jeden powód, aby być praktyczne. Są one bardziej świadome przemijalności rzeczy i posiadają dzięki temu jakby dodatkową świadomość. W mężczyznach bardzo często tkwi gdzieś głęboko mały chłopiec, który sądzi, że ot, tak sobie, samo z siebie wszystko przyjdzie mu w podarunku i dziwi się, kiedy zobaczy, że się starzeje i powodzi mu się dokładnie tak jak innym. Kobiety są do tego wcześniej przygotowane i przez to bardziej dojrzałe. Przede wszystkim te, które mają dzieci, są świadome tego, ze nie dostaniemy drugi raz czasu, który zmarnujemy na sceny, narkotyki, nienawiści. Z tego powodu kobiety są zwykle częściej gotowe, aby wnieść więcej energii w to, żeby związek przetrwał.

Kto daje więcej, dostaje również więcej. Kto daje i ma postawę dawania, staje się coraz bardziej bogaty. Daje i otrzymuje, a wszystko wzrasta. Ten kto myśli tylko o tym, żeby być obsłużonym i korzystać z przyjemności, będzie coraz biedniejszy. Dostanie coraz mniej i nie będzie miał z tego radości. Dotyczy to przede wszystkim Diamentowej Drogi. Tutaj decydujemy się widzieć partnera i partnerkę tak wysoko i czysto jak to tylko możliwe. Narządy kobiece przeżywamy jako ciepły kwiat lotosu, jak coś czystego i pięknego. Narządy mężczyzny są jak diament. Podczas miłości należy spróbować przeżyć to, że spotykają się te dwa najważniejsze elementy i łączą ze sobą. To co się wydarza jest ofiarą dla wszystkich męskich i żeńskich Buddów.

Hindusi i częściowo również taoiści twierdzą, że kobieta jest wrogiem mężczyzny, ponieważ odbiera mu nasienie, a przez to i siłę. Jest to twierdzenie typowe dla ludzi, którzy myślą małostkowo i ograniczenie. Ja twierdzę inaczej. Jeżeli mężczyzna myśli: „Teraz składam ofiarę dla wszystkich żeńskich Buddów” wtedy czuje się bardzo dobrze i jest bardzo bogaty. Wszystko zależy od sposobu przeżywania. W biednych krajach gdzie ludzie otrzymują pięć gramów protein tygodniowo, jeżeli mężczyzna zaraz to z siebie wyrzuci, jest potem może trochę chudszy. Na Zachodzie umieramy zwykle z nadmiaru tłuszczu wokół serca.

Idąc do partnera najlepiej pomyśleć, że zmierza się do pięknej świątyni. Należy zostawić na boku wszystkie trudności powstałe w ciągu dnia, wszystkie przyzwyczajenia i to co nas ogranicza. Z postawą dziecka, które z olbrzymia trudnością otwiera drzwi do miejsca, w którym czeka go coś pięknego i dobrego, powinniśmy iść do siebie i przeżywać się wzajemnie. Nie należy ograniczać się sztywnymi formami i zwyczajną grą, lecz stworzyć przestrzeń, aby mogło się urzeczywistnić to, co jest najwspanialsze w nas i w naszym partnerze.

To nie oznacza wcale technicznej biegłości i tego, ze trzeba przeczytać indyjskie książki o stu trzydziestu pozycjach. Chodzi o to, żeby się wzajemnie dla siebie otworzyć, bez sztywnych myśli. Trzeba dać z siebie jak najwięcej dobrego, najlepsze uczucia i najlepszą miłość. Wiem, że mogą powstawać najróżniejsze trudności, ponieważ ludzie dzisiaj są bardzo uwarunkowani technicznie. Myślą: „Tu powinno się mieć więcej, albo mniej, tego się ode mnie oczekuje, a tymczasem moje piersi zaczynają trochę opadać, kto to lubi? Jestem już w tym a tym wieku”. Najlepsze co można zrobić przed pójściem do łóżka, to zostawić te wszystkie myśli. Największą przeszkodą w miłości są: nerwowość i sztywne wyobrażenia. Trzeba się otworzyć, być wolnym i przyjąć miłość jako dar, jako otwartość i bogactwo: to czym jest ona w rzeczywistości. Wtedy nastąpi coś cudownego.

Statystyki mówią o istnieniu wielu zimnych kobiet. Ja takich nie spotkałem. W Danii mówi się, że zimnych kobiet nie ma. Są natomiast mężczyźni, którzy nie umieją się o nie troszczyć. Niektórzy mężczyźni maja ten problem, ze za szybko osiągają wytrysk. Ale i na to jest sposób: trzeba patrzeć do góry. Umysł kieruje się za wzrokiem, a nasienie za umysłem. W ten sposób można wstrzymać się tak długo, że kobieta przeżyje radość nawet kilka razy. Jeżeli jest się dla siebie wzajemnie otwartym, nie istnieją stany, których nie można by przeżyć. O wszystkich tych technicznych rzeczach i grach można zapomnieć. Otwartość, uczucia i wewnętrzna harmonia wystarczają. Sprawiają, że wszystko w naturalny sposób się uzupełnia. Rzeczy się zmieniają, a wszystkie techniczne szczegóły dopasowują się tak, ze na końcu wszystko gra.

W mojej długiej pracy nauczyciela i doradcy słyszałem wiele pytań i naprawdę nigdy nie napotkałem problemu, w którym nieudany związek dwojga ludzi miałby przyczynę fizyczną lub techniczną. Jest bowiem wystarczająco wiele sposobów wzajemnego uzupełniania się. Powód tkwi zawsze w umyśle. Zależy od tego, czy przyjmie się postawę brania czy dawania. Zależy od tego, czy jest się dla siebie otwartym, czy też ma się sztywne poglądy. W końcu zależy w dużym stopniu od tego, czy wywiera się nacisk na drugą osobę i ją ogranicza, czy też dochodzi do spotkania się przestrzeni, to znaczy, że albo coś w karmie się nie zgadza, albo ludzie nie potrafią się dla siebie otworzyć i wyjść sobie na przeciw.

Pytanie: Co trzeba zrobić jeżeli przyczyna leży w karmie?

Trzeba zadecydować, czy chce się być razem, czy nie. Jeżeli nie, wystarczy życzyć sobie wzajemnie wszystkiego dobrego i iść dalej, Nigdy nie powinno się występować przeciwko sobie i rozstawać jako wrogowie. To jest bardzo ważne. Za każdym razem kiedy rozstajemy się w nienawiści, niszczymy spędzony wspólnie czas. Zbyt wiele czasu w tym życiu nie mamy. W sytuacji kiedy rozstajemy się we wzajemnym zrozumieniu, pozostaje nam doświadczenie, z którym dalej możemy pracować. Ofiarowując sobie dobre życzenia i pozostając w dobrych stosunkach ze swoimi dziećmi, powodujemy, ze spędzony wspólnie czas staje się wygraną i przyniesie pozytywne karmiczne skutki.

Wewnętrzna postawa jest przy tym bardzo ważna. Trzeba zrozumieć, że inni ludzie nie różnią się od nas, pragną szczęścia i nie chcą cierpienia, są dobrzy kiedy im się dobrze powodzi i źli, kiedy im się powodzi źle.

To najważniejsze co trzeba zrozumieć. Nie ma na świecie niczego piękniejszego i lepszego niż miłość, która funkcjonuje, wypełnia i łączy, w której wszystko gra. Kobiety stają się piękniejsze, mężczyźni silniejsi, wszystko promieniuje, wszyscy mają pożytki. Z drugiej strony, gdy zadają sobie cierpienie, sięga ono największych głębin.

Jest powiedziane, że urodziliśmy się ludźmi, ponieważ przywiązanie, pragnienia i namiętności były naszymi najsilniejszymi uczuciami. Ponieważ są one naszym największym bogactwem i siłą, stanowią miejsce, w którym najgłębiej można nas zranić.

To bardzo ważne, żeby wyjść sobie naprzeciw. Możemy przynieść sobie i innym wiele szczęścia i spełnienia, jeżeli prawidłowo obchodzimy się z miłością. Z drugiej strony, godzimy bardzo głęboko, jeżeli ranimy w tym miejscu. Tutaj każdy ma najcieńszą skórę. Delikatny dotyk może spowodować wielką radość, ale problemy i trudności przynoszą największe cierpienie. Istnieją trzy różne wyjaśnienia dotyczące oświecenia Buddy. W najbardziej ogólnym mówi się, że Budda siedział sześć lat pod drzewem, w Bodhgaya. W tym czasie rozpuściły się wszystkie zasłony i przeszkody w jego umyśle. Zniknął podział między energią i przejrzystością w nim i poza nim. Budda stał się wszechwiedzący. W Tantra Jogach wyjaśnia się, że stał się Wajroczaną, w centrum pola energii Buddów. Wokół niego powstali czterej inni Buddowie: Akszobja, Ratnasambawa, Amithaba i Amoghasiddhi. Stopili się z nim i w ten sposób uzyskał on właściwości wszystkich Buddów. W jednym momencie wszystko było obecne. Na trzecim poziomie wyjaśnień, Mahaanuttaratantry, mówi się, że Budda przyjął formę Dordże Sempa. Pozostali Buddowie teraźniejszości, przeszłości i przyszłości wypromieniowali w formie żeńskiej dakini, o nazwie Sarwa Budda Dakini, Dakini Wszystkich Buddów. Poprzez zjednoczenie z nią wszystkie męskie i żeńskie elementy połączyły się i uzupełniły, i powstały w nim wszystkie oświecone właściwości i umiejętności.

W chwili pełnego oświecenia oba te aspekty wzajemnie uzupełniają się w nas. Kiedy dojdziemy do celu, nic co męskie i żeńskie nie pozostanie w oddzieleniu. To nie znaczy, że męskim Buddom wyrosną piersi, a żeńskim broda. Zewnętrzne formy nie zmienią się. Oznacza to jednak, że w wewnętrznym doświadczeniu i na poziomie tajemnym różne rzeczy wzajemnie się wypełnią. Na wewnętrznym poziomie uzupełniają się współczucie i mądrość, a na najgłębszym przestrzeń i radość stają się jednym. Gdzie przeżywa się przestrzeń – tam jest i radość, gdzie przeżywa się radość – tam jest i przestrzeń.

Mamy wprawdzie wspaniałe nauki, np. Phołę, w której uczymy się świadomego umierania. Nasza medytacja na Karmapę, w której świadomość pracuje z Czarną Koroną, jest najlepszą drogą, żeby w czasie śmierci wejść w czyste obszary ochrony i błogosławieństwa. Ale my w końcu będziemy jeszcze żyć, miejmy nadzieję, 30-40 lat i chodzi o to, żeby tutaj coś zdziałać. Jeżeli będziemy czekać, że na końcu przyjdzie kochany Opame, albo pojawi się Czarna Korona, z którą się połączymy to owszem, osiągniemy to. Okay, to nam pomoże, ale czy pomoże innym? Pomoże innym kiedy się czegoś nauczymy, kiedy rozwiniemy się i pójdziemy do przodu. Dopiero wtedy potrafimy coś zrobić dla innych istot. Dlatego powinniśmy, tak jak potrafimy łączyć przeciwieństwa, pozwolić im się wzajemnie uzupełniać. To jest najwspanialsze. Musimy energię miłości, pociągu do innych i nas samych, uczynić pożyteczną.

Pytanie: Co dzieje się z seksem kiedy przestrzeń i radość spotykają się?

Kiedy się całkowicie wymieszają, pozostaje się niezmiennie w stanie radości. W tym stanie można również innym przynieść radość. To nie znaczy, że nie ma więcej seksu. To znaczy wyłącznie, że własne potrzeby są tak dalece zaspokojone, że można coś uczynić dla innych. Wiem to z własnego doświadczenia. Mój własny umysł coraz bardziej osiąga spokój, czuje się zawsze wspaniale, nie ma właściwie żadnych ograniczających potrzeb, ale z radością przekazuję to, co sam posiadam. Przymus znika, a właściwość dawania pięknych rzeczy wzrasta. To dzieje się w czasie całej drogi. Co przedtem było trudne, teraz staje się darem.

Na początku drogi duchowej nie widzi się lustra. Nie przeżywa się umysłu, tylko obrazy, które się w nim pojawiają i znikają. Przeżywa się stany przyjemne dlatego, ponieważ zna się nieprzyjemne. Doświadcza się wyzwolenia, ponieważ wcześniej było się w ucisku. W międzyczasie jednak promieniowanie lustra staje się coraz bardziej przenikliwe, umysł doświadcza swej natury i wtedy następuje okres, kiedy wydaje się, że mniej przeżywamy i tracimy trochę na radości i sile. Dzieje się tak dlatego, ponieważ rozpuszcza się przeciwieństwo: albo – albo. Potem, kiedy te poziomy zostaną zabetonowane, otworzą się całkiem nowe wymiary energii i jej przekazu. Seksu doświadcza się na różnych poziomach. Jeżeli porównamy seks z tygrysem, chodzi o to, żeby wsiąść na niego i jechać, ponieważ tygrys jest silny i może szybko pędzić. Przyjaciele też patrzą jak się na takim galopuje. Na tej drodze trzeba jednak uważać i nie dać się pożreć tygrysowi. Gdy tygrys ma nas do połowy w paszczy, nie jest to zbyt imponujące. Jeżeli rzeczywiście idziemy Drogą, mamy Schronienie i postawę osiągnięcia Oświecenia dla dobra innych, wtedy nasz seks doświadczy różnych okresów. Przyjdą czasy z małą aktywnością i czasy z dużą aktywnością. Wszystkie należą do pełnego obrazu. Przychodzą do mnie wspaniałe kobiety – w większości kobiety, mężczyźni nie tak często, gdyż w szukaniu partnerki idzie im łatwiej – i mówią one: „Ześlij mi jakiegoś mężczyznę”. Jeśli czynię silne życzenia, przyjdzie ktoś może, lecz on też może nie być łatwy. Dzieje się tak nie dlatego, że moje życzenia były złe, lecz dlatego, iż w pewien sposób ingeruję w proces uczenia się i wzrostu danej osoby. Od momentu przyjęcia Schronienia, Buddowie i tak zsyłają nam to, co jest nam potrzebne i co najpełniej prowadzi nas na Drodze.

W takich okresach dobrze jest samemu sterować seksem, a nie być przezeń sterowanym. Brzmi to może staromodnie, ale mówię wam, to daje ogromną siłę. Kiedy w 1972 roku zostaliśmy z Hannah wysłani do Europy, żeby zakładać centra, otrzymaliśmy instrukcję od pewnego jogina, który pracował dla Karmapy. Zgodnie z tą instrukcją mogliśmy się kochać tylko dwa razy w miesiącu, w wyznaczone dni, bez wytrysku nasienia, przy specjalnej wizualizacji. Potem Karmapa na krótko przyjechał do Europy, zobaczył, że Hannah bardzo schudła i powiedział: „Okay, wystarczy już tego”. Później wszystkie poziomy otwarły się i rozluźniły. Ale to był dobry okres, dobry po to, żeby móc powiedzieć: „Ja kieruję seksem, a nie on mną. Seks jest darem, z którym mogę pracować, ale kontrolę posiadam ja”. Kiedy przyjdzie okres, w którym obejmujecie poduszkę, a nie coś innego, potraktujcie to jako część waszej drogi. Wykorzystajcie ten czas dla uzyskania kontroli. Tam, gdzie przedtem szukaliście siły na zewnątrz, odnajdźcie ją teraz na określonych wewnętrznych poziomach. Po pewnym czasie uśmiechną się znowu piękni panowie i piękne panie, rozpocznie się nowa faza, a z nią nowy związek. Z powodu choroby AIDS nie można sobie pozwalać na zbyt wiele. Dopóki nie pojawi się jakieś lekarstwo, trzeba o tym zapomnieć; nie tylko w Afryce i Ameryce, również tutaj. Dawniej mieli powodzenie doświadczeni partnerzy, teraz szuka się raczej tych mniej doświadczonych. Czasy wielu znajomości minęły.

Kiedy przyjdzie miłość, trzeba ją wykorzystać jak najlepiej, uczynić z niej to, co najlepsze. Trzeba wiedzieć, że żadna chwila nie powróci, że ta istota, która tak ciepło leży w moich ramionach, pragnie szczęścia i jest dla mnie otwarta. Tam gdzie pojawiają się złe doświadczenia, nie trzeba dać sobą kierować. Tam gdzie stwierdzi się zdecydowanie złe uczucia, które ludzie mogą zmienić, wtedy trzeba zwrócić im na to uwagę, to jasne. Mamy naturę Buddy, ale Buddami nie jesteśmy. Jeszcze trzeba się czegoś nauczyć i iść do przodu. Poza tym próbujemy po prostu odnaleźć w sobie nawzajem to co najpiękniejsze i najlepsze, a także wszystkie poziomy wynieść w górę. Już na poziomie fizycznym można znaleźć wiele pięknych rzeczy. Ktoś, kto nie ma szczególnie pięknej twarzy, ma może piękne ręce, głos, albo jeszcze coś innego. Trzeba się zdecydować wejść tam, gdzie jest się na coś otwartym, gdzie porusza nas coś pięknego i ważnego. Tego trzeba się uchwycić i płynącą z tego energią wypełnić całe przeżycie.

Ogólnie mogę wam powiedzieć: prawda nie jest jakąś przeciętną rzeczą, z iluzjami, wyobrażeniami, depresjami, cierpieniami i trudnościami. Tak nie jest. Prawda jest najwyższą radością, najwyższą intensywnością, największym szczęściem, największym błogosławieństwem, największą miłością i największym wzajemnym uzupełnianiem się. Są to momenty, kiedy wychodzimy poza nasze ograniczenia, w których żyjemy. Co czyni zjednoczenie tak wspaniałym? Co czyni nasza miłość tak wspaniałą? Po prostu to, że potrafimy być otwarci, nie identyfikujemy się z naszym małym „ja”, które stale porusza się w swoim świecie. Zamiast tego powstają możliwości i przeżycia stapiają się ze sobą. Doświadczenie przestrzeni i radości staje się tak intensywne i znaczące, ze spełnia się to najważniejsze – iluzoryczne „ja” i uczucie rozdzielenia znikają. Porzucenie ego i porzucenie granic jest tym, co czyni doświadczenie tak pięknym. Przypominam sobie pokój hotelowy w Nowym Jorku, w którym wszędzie były lustra. Nagle odkryłem dlaczego: ponieważ byli tam sami egoiści. Egoiści chcą widzieć siebie, altruiści patrzą raczej na partnera. Zobaczyłem, że ludzie są bardzo samotni i egoistyczni kiedy idą do łóżka. Zamiast otwartości dla partnera mają lustra, żeby móc patrzeć jacy są wspaniali. Jeżeli ktoś odkryje, że jest takim narcyzem, powinien szczególnie mocno myśleć o partnerce albo o partnerze.

Pytanie: Czy możesz powiedzieć coś o zazdrości?

Zazdrość jest uczuciem wtórnym. Pierwotnymi zaciemnieniami umysłu są: pomieszanie, pożądanie i niechęć. Zazdrość pochodzi albo z pożądania, albo z niechęci. U nas na Zachodzie, zazdrość jest zwykle wynikiem zawiedzionego pożądania, podczas gdy na Wschodzie często pochodzi z gniewu. Bierze się ona także z tego, iż ludzie nie maja wszystkiego czego pragną i nie chcą, żeby się dobrze powodziło tym, których nie lubią. Jakby nie było, zazdrość jest najlepszym królikiem doświadczalnym dla poznania własnego umysłu i zachodzących w nim procesów, po to, żeby nad nimi pracować. Podczas gdy gniew zmniejsza się i zwiększa, a pożądanie można zaspokoić, zazdrość pozostaje często tak samo intensywna przez długi okres czasu. Widząc jak zazdrość powstaje i funkcjonuje, można – niewiele czyniąc – pozwolić jej rozpuścić się. Uzyska ona wtedy właściwość ponadosobowego widzenia wzajemnych powiązań szeregu uwarunkowań i tego, jak one funkcjonują. Na poziomie osobowym dzieje się tak bardzo szybko. Pod wpływem zazdrości można sobie nagle przypomnieć najróżniejsze rzeczy. Można powiedzieć: „Wtedy on się do niej też tak uśmiechał, potem numer telefonu był na gazecie, a potem tak długo telefonował”. Dzieje się tak, kiedy złamie się zazdrość tylko połowicznie. Wtedy produkuje ona jeszcze więcej powodów i możliwości zazdrości. W tym stanie jest ona tylko połowiczną mądrością doświadczenia. Powstaje wciąż jeszcze coraz więcej powodów do zazdrości. Trzeba ją uczynić bezosobową. Najlepiej robi się to przez zanalizowanie jej. Wtedy zobaczymy, że składa się ona zawsze z małych bliskich nam sytuacji, z którymi się identyfikujemy. Najlepszą metodą przeciw zazdrości jest widzenie wszystkiego na najwyższym poziomie. A więc jeżeli ona ma kochanka, życzmy jej piętnastu oficerów z wąsami, którzy przybywają z naręczami kwiatów na białych koniach. Tak samo jemu życzmy trzydziestu pięknych pań zamiast żony sąsiada, która i tak nie jest ładna. Trzeba życzyć im tak dużo przyjemności, że przekracza to prawie ludzką wyobraźnię. Jeżeli pewnego dnia znowu przyjdzie zazdrość, trzeba popatrzeć jak ona gra i powiedzieć: „Ach, to tylko zazdrość”. Możecie to wypróbować w przyszłym tygodniu.

Pytanie: Jeżeli tkwi się w tym bardzo głęboko, wyjście z tego jest bardzo trudne.

To prawda, ale po to medytujemy. Medytując dzisiaj, nie potrafimy od razu teraz zobaczyć zazdrości jako dziwacznego zwierza z ZOO. Mogłoby podejść zbyt blisko i ugryźć nas. Jeżeli jednak medytowaliśmy wczoraj, to dzisiaj już to potrafimy. Pojutrze potrafimy jeszcze lepiej. Ta właściwość będzie wzrastać i wzrastać. Najpierw ograniczające sny zamienią się na coraz bardziej otwarte, aż w końcu staniemy się zupełnie wolni. Potem widzi się już tylko sen. Nie ma innej, lepszej drogi niż ta, by życzyć innym tego co dobre i możliwie najmniej myśleć o sobie. Gdyby to było łatwe, nie trzeba by było się tego uczyć. To jest trudne, szczególnie wtedy, kiedy dużo myślimy o sobie. Kiedy coraz więcej i więcej myśli się o innych, zazdrość znika. Potem nie ma już z nią kłopotu.

Pytanie: Jak należy się zachować, kiedy jako osoba trzecia wchodzi się między dwoje ludzi?

Zazdrość przynosi dużo cierpienia. Jeżeli widzimy, że dwoje ludzi jest razem, należy raczej zostać ich przyjacielem. W wypadku gdy naprawdę sądzimy, że z drugim partnerem będzie nam lepiej i to życzenie jest obustronne, wtedy można do tego dążyć. Trzeba się jednak dobrze nad tym zastanowić, zobaczyć swoją ukochaną nie tylko wieczorem w balowej sukni, ale również rano. Dwojgu ludziom, którzy są razem trzeba pomagać. Dobrze jest pomagać im i również chronić ich związek. Należy uważać, aby nie wywoływać u ludzi zbyt wielu przeszkadzających emocji. Niech raczej sami przyjdą do was, potem można oceniać sytuację. Jeżeli coś funkcjonuje, należy uważać z rozstawaniem się. Wtedy powstaje dużo cierpienia, szczególnie kiedy w grę wchodzą dzieci. Znam kobietę, która świetnie załatwiła tę sprawę. Mąż zakochał się w innej. Wtedy ona pojechała na urlop, a mąż sprowadził nową kochankę do domu. I nagle ona stała się tą, która musiała pilnować kota i psa. Nagle w roli dawnej pani domu nie była już tak atrakcyjna, ponieważ wykonywała powszednie obowiązki. Po dwóch tygodniach kochanka wyprowadziła się, a żona wróciła.

Pytanie: Czy sądzisz, że poprzez medytację można tak przemienić zazdrość, że już więcej nie powstanie?

Oczywiście, jeżeli bardziej spoczywasz w sobie, nie potrzebujesz tak wiele od innych. Kiedy mniej oczekujesz od innych, zazdrość odpada. Zazdrość jest uczuciem słabości. Powstaje ona wtedy, kiedy nie jesteśmy zadowoleni z siebie i potrzebujemy coś od innych. Trzeba się wzmocnić, wtedy ona odejdzie. Ale to, że przez jakiś czas tęskni się za sobą jest prawdą.

Większość ludzi, z którymi coś nas łączy znamy z przeszłości. Budda wciąż to powtarza. Tam gdzie jest spoiwo, ludzie spotykają się wśród zamieszania na autostradzie i zostają ze sobą. Tam na pewno są związki z poprzednich żywotów. Kiedy nie ma spoiwa dzieje się tak, jak z większością ludzi, których spotykamy. Są sympatyczni, życzymy im wszystkiego dobrego, dobrze się z nimi czujemy i to wszystko. Ja rozpoznaję ponownie wielu moich przyjaciół i uczniów. Wchodzi się do jakiegoś pomieszczenia i czuje nagle te energie. Można to tak przeżyć. Jest coś żywego i wtedy się wie, że tutaj są związki z przeszłości.

Pytanie: Co miałeś poprzednio na myśli mówiąc o związkach karmicznych?

Można czuć się związanym ze sobą, ponieważ poprzednio robiło się wspólnie coś dobrego. Podobnie, można czuć wzajemne związki, ponieważ zrobiło się coś złego. Jeżeli porywacze i zakładnicy spotykają się w samolocie, to znaczy, że mają złe związki. Prawdopodobnie już wcześniej pakowali się do więzień, albo inaczej ograniczali. Z tego powodu w przyszłości nadal będą się spotykać i ich związek będzie bardzo mocny. Zmieni się tylko to, że porywacze będą zakładnikami i na odwrót. Jeżeli natomiast w przeszłości dokonywało się z ludźmi czegoś dobrego, spotka się ich z pewnością w dobrych warunkach.

Jeżeli widzimy, że jakiś związek wytwarza więcej negatywnych skutków, to jego istnienie nie opłaca się. Wtedy lepiej się rozejść. To jest nie zawsze możliwe. Wzajemne związki mogą być bardzo mocne. Zdarzają się związki nienawiści lub miłości, w których ludzie bardzo utrudniają sobie życie, a mimo to nie rozstają się.

Dlatego najlepiej życzyć innym tak dużo dobrego jak to możliwe. Poprzez powtarzanie Ślubowania Bodhisttwy i Modlitwy Bodhisattwy ulegnie przemianie wiele negatywnych energii.

Jeżeli zamiast tego nieustannie ma być kłótnia, lepiej wyjść z takiej sytuacji. Będzie to całkiem w porządku. Życie nie jest zbyt długie, by spędzać je na kłótniach.

Pytanie: Mówiąc o negatywnych uczuciach, masz na myśli te, które są w nas, czy te, które przychodzą do nas?

Jedne i drugie. Jeżeli w jakimś związku jest za dużo nienawiści, zazdrości, dumy, pomieszania i innych przeszkadzających uczuć, to lepiej rozejść się. W przeciwnym razie, z ekonomiczno-uczuciowego punktu widzenia, jest to za drogie.

Pytanie: Czy nie ma w tym niebezpieczeństwa, że trudności przesuną się tylko w czasie. Czy nie spotkamy się w przyszłym życiu i znowu będziemy zmuszeni znosić się wzajemnie, aż wszystko się wypali?

Nie. Na szczęście te rzeczy nie są związane z konkretnymi osobami. Tak długo, jak posiadasz hak, a inny pierścień, to funkcjonuje. Jeżeli jednak nie masz pierścienia, hak nie może chwycić. W momencie, w którym odsuniesz od siebie wszystkie przeszkadzające uczucia, odejdą również ludzie, z którymi te uczucia cię wiązały. W momencie kiedy rozwiniesz się i wejdziesz na pewien poziom czystości, wszystkie personalne rzeczy odpadną.

Pytanie: Czy spotkanie naprawdę nie jest konieczne, żeby wypalić karmę?

Możesz to osiągnąć również w medytacji. Wszyscy posiadamy wymieszane nasiona. Pewnego razu dojrzewają i siedzimy w kaktusach. Jeżeli wcześniej wypalimy nasiona nie będą mogły kłuć. W medytacji, szczególnie w fazie rozpuszczania kiedy łączymy się z Buddami, a umysł doświadcza przestrzeni, spalamy nasiona z niezliczonych żywotów. Przez jedną minutę nie myśleć, nie mieć nadziei, nie czuć, trwać przejrzyście w przestrzeni umysłu, oddala bardzo wiele.

Pytanie: Czy po osiągnięciu wysokiego poziomu Bodhisattwy można wykorzystać również negatywne związki dla pomagania innym?

Wtedy negatywne staną się wręcz pozytywnymi. Chińczycy, którzy obcinali głowy tybetańskim posągom i zabijali Lamów, nagromadzili dużo złej karmy. Kiedyś, w przyszłości, to negatywne wypali się i pozostanie coś pozytywnego, co im pomoże. Nawet negatywny kontakt z Oświeceniem jest lepszy niż żaden.

W latach 60-tych i 70-tych, zanim wyjechałem na Wschód, byłem bokserem. Tylko noc z bijatyką była udana. W czasie robienia pokłonów myślałem o tych wszystkich ludziach, którzy tylko czekali, żeby się ze mną porachować. Z tymi ludźmi miałem negatywne związki. Wyobrażałem ich sobie koło siebie i kazałem im razem ze mną robić pokłony. Kiedy potem wróciliśmy do Kopenhagi, wszyscy czekali na lotnisku i wkrótce stali się pierwszą grupą, którą założyliśmy. Z każdego związku jaki mamy z ludźmi, może wyniknąć coś dobrego, jeżeli powstaną w nas oświecone myśli. W ten sposób można im potem pomóc. Jeżeli wyprodukowaliśmy dużo cierpienia, trudno będzie się ponownie spotkać. Sam Budda miał kuzyna, który w wielu żywotach sprawiał mu dużo trudności, w ten sposób pomógł Buddzie dojść do Oświecenia. Bez cierpliwości nie ma oświecenia, a bez niemożliwych ludzi nie rozwinie się cierpliwości. Devadatta był nie tylko pomocą dla Buddy – Budda mógł pomóc również jemu.

Pytanie: Jeżeli uda mi się powstrzymać negatywne działanie dwojga ludzi, czy w ten sposób nie przesuwam go tylko w czasie? Np. dwa dryblasy chcą zbić małego i ja zaingeruję, to związek między nimi ciągle jeszcze istnieje…

Ale w momencie kiedy ingerujesz, już osłabiasz ten związek. Twoja dobra wola i gotowość pomocy wytwarzają pewne pole, które powoduje, że ci ludzie w przyszłości potrafią lżej znieść swoje kłopoty. Może któryś z nich poruszony twoją postawą Bodhisattwy, polem twojej energii i energii Schronienia, sam zacznie medytować i rozpuści te negatywności.

To działa w ten sposób. Wytwarzamy wokół siebie potężne pola energii, jeżeli utrzymujemy wzajemne więzi i Karmapa jest naszym Lamą. W pewien sposób dotykamy ludzi i cos wprawiamy w ruch. Może zauważyliście, że coraz częściej jesteście osobą, która powoduje to, co ma się wydarzyć. Pewnego dnia dochodzi do tego, ze ludzie patrzą i nie wiedzą co dalej. Wtedy zaczynacie myśleć, mówić coś, robić i nagle zmienia się organizacja, powstają nowe poziomy wzrostu. Jest tak dlatego, ponieważ jesteście dzierżawcami Dharmy. Znacie trochę Dharmę, macie Schronienie i błogosławieństwo. Rozwijacie widzenie, którego większość ludzi nie ma. Ta rola wypełnia się coraz bardziej i bardziej. Stopniowo staniecie się możliwością dla tego, co w danej sytuacji ma się wydarzyć. Nauczycie się z rezerwą odnosić do różnych rzeczy i nie będzie można was łatwo zranić. To ostatnie jest bardzo ważne, żeby nie dawać się zranić, żeby to zniknęło. Działać bez łez, to jest buddyjska postawa.

Pytanie: Moje pytanie dotyczy onanizowania się.

Większość ludzi w pewnych okresach życia poznaje i wypróbowuje swoje ciało. W Danii mówi się o ludziach, którzy to robią i o ludziach, którzy się do tego przyznają. Wtedy jednak jest trochę nudno, samotnie i może nie wystarczająco ciekawie. Jeżeli nie ma się przyjaciela albo przyjaciółki, a to napięcie powstanie, można potraktować samozadowolenie się jako ofiarę radości dla całego wszechświata. Wyobrażamy sobie, że ofiarujemy radość i wszystkie dobre uczucia. Poza tym nie wiem, jak można się we właściwy sposób z tym obchodzić. Jest tak wiele samotnych ludzi na świecie, że – w każdym razie – nie powinno to stanowić problemu.

Pytanie: Nasienie jest energią, a energii nie powinno się marnować!?

Istnieją metody, które pozwalają zatrzymywać nasienie, jeżeli ma się takie życzenie. Z wiekiem jest się coraz bardziej zdolnym do tego. Ludzie młodzi nie mają wystarczającej kontroli nad systemem wewnętrznym i oni pobudzają się prędzej. Starsi mężczyźni potrafią dłużej kochać. Jeżeli myśli się w ten sposób można zatrzymywać energię w sobie. Ale uważam, że dla normalnie odżywionego człowieka z Zachodu nie ma to większego znaczenia. Potem musiałbyś nauczyć się zatrzymywać energię, zmieniać jej kierunek i wprowadzać ją do rożnych obiegów i centrów energii. Musiałbyś nauczyć się tego, jak energie z góry i z dołu spotykają się ze sobą. To wszystko ma miejsce krótko przed Mahamudrą i pełnym oświeceniem.

Metody są. Ale zanim się ich użyje, lepiej traktować swoje ciało jako narzędzie dla przynoszenia szczęścia innym. Nie potrzeba myśleć o tych skomplikowanych rzeczach, które i tak się zapomni w momencie pojawienia się wielkiej radości. Zamiast tego trzeba próbować dopełniać wzajemnie radość i przestrzeń. Nie za dużo radości, żeby wszystko nie działo się za szybko i nie traciło kontroli, ale również nie za dużo mądrości i przestrzeni, w której nic się nie dzieje. Trzeba po prostu próbować dopełniać się wzajemnie i utrzymywać ten stan tak długo, jak to jest możliwe.

Na poziomie Hinajany unikać przynoszenia cierpienia. Na poziomie Mahajany być narzędziem dla przynoszenia szczęścia innym. Pracować z wewnętrznymi energiami na najwyższym poziomie nie jest łatwo. Do tego trzeba długo medytować.

Pytanie: Znam ludzi, którzy twierdzą, że znaleźli duchowego partnera i teraz razem zajmują się oświeceniem. Ciągle jednak powstają problemy wynikające z tego, że jest to jednostronne. Co Budda mówi odnośnie teorii „soul mates”?

To stara platońska teoria o tym, że byliśmy podwójnymi istotami. Mieliśmy dwie głowy, z przodu i z tyłu, i kiedyś zostaliśmy przecięci. Od tego czasu połówki biegają i szukają się, żeby ponownie się spotkać.

Jeżeli kogoś bardzo kochamy, to znaczy, że zrobił dla nas coś bardzo dobrego. To jest wspomnieniem tego. Można również samemu sobie zrobić dużo dobrego i o tym zapomnieć. Natomiast ludzie będą przychodzić z wdzięcznością i dobrymi uczuciami. To bardzo łatwo prowadzi do stanów, w których otrzymuje się bardzo dużo energii. Jeżeli tak jest, samemu należy się cieszyć, ze innym się dobrze powodzi i nie życzyć dla siebie czegoś szczególnego.

W istocie istnieją silne związki z innymi. Ale na poziomie absolutnym jesteśmy i tak przestrzenią, przejrzystością i nieograniczonością. Na poziomie relatywnym możemy odczuwać z innymi grubsze lub cieńsze związki. Jest to jednak połączone z przywiązaniem, nawet jeżeli zabarwienie duchowe poprowadzone jest na wysoki poziom. Lepszym od przywiązania jest uczucie: „Co mogę uczynić dla tej czy innej istoty”. Myślimy raczej: „Co mogę dać?”, niż „Co mogę dostać?”

Istnieją również różne rodzaje miłości. Mówiłem dużo o stronie fizycznej, teraz chciałbym powiedzieć również o tradycyjnej. Istnieją dwa podstawowe rodzaje miłości. Jedną jest przywiązanie. Powstaje ono wtedy, kiedy mamy silne życzenia i oczekiwania, żeby dostać coś dla siebie. Nazywamy to miłością, ale to jest raczej przywiązaniem, ponieważ zawiera w sobie za dużo oczekiwań i wyobrażeń. Drugim rodzajem miłości jest ta, która daje. Jej życzeniem jest być wolną i cos rozwijać. Tu istnieją cztery podgrupy:

Pierwszą jest miłość, w której lubimy innych, kiedy im się dobrze powodzi, kiedy są promieniujący i pociągający, kiedy dzielimy z nimi coś pięknego.

Drugą jest miłość, w której lubimy innych nawet wtedy, kiedy mają się źle i nie są tacy wspaniali. Tę miłość nazywamy współczuciem. To nie jest współczucie z góry na dół, lecz umiejętność identyfikowania się z innymi, doświadczania ich stanów; doświadczania nie tylko ich trudności, lecz również ich natury Buddy.

Trzecim poziomem jest współczująca radość. Cieszymy się, kiedy innym dobrze się powodzi, nawet jeżeli nie mamy z tym nic wspólnego. Po prostu potrafimy się z tym utożsamiać. Np. mówimy: „Och, teraz po tylu latach niewolnictwa Gorbaczow daje Rosjanom trochę wolności”. Wystarczy spojrzeć do gazety, żeby znaleźć rzeczy, z których można się cieszyć, albo takie, które mogą rozwinąć współczucie.

Czwartym poziomem miłości jest równowaga umysłu. Bez względu na to, co się dzieje, powstaje myśl: „Wszyscy mają naturę Buddy, Prawda jest zawsze obecna, wszystko ma sens”. Ten czwarty stan równowagi umysłu jest absolutnym, ostatecznym.

Są ludzie, z którymi byliśmy razem w wielu żywotach. Wtedy powstają bardzo silne powiązania. Ostatecznie jednak Przestrzeń – Przejrzystość – Nieograniczoność naszej natury są naturą wszystkich. Na tym poziomie byliśmy zawsze razem.


 

Tłumaczenie: Ania Czapnik
Przedruk z „Kagyu life po polsku”
Druk: Kuchary 1995