Dobrze jest wiedzieć, czym zajmują się w buddyzmie strażnicy. Przede wszystkim stanowią część schronienia, które nazywamy Lamą. Najpierw przyjęliśmy schronienie w Buddzie, w celu, którym jest pełne rozwinięcie umysłu; w Dharmie, różnorodnych metodach osiągnięcia tego celu, przekazanych przez Buddę; oraz w Praktykujących, czyli przyjaciołach i tych, którzy pomagają nam na ścieżce. Wreszcie przyjmujemy schronienie także w Lamie pamiętając o tym, że Lama ma trzy aspekty.

Pierwszym aspektem jest błogosławieństwo – dobra energia, która daje pewność i sprawia, że jesteśmy w stanie się otworzyć. Drugim jest jidam, czyli związek naszego umysłu ze swoją oświeconą naturą, budowany przez rozmaite praktyki medytacyjne. Trzecim jest natomiast ochrona, wyrażana przez strażników, którzy w rzeczywistości są aktywnością wszystkich Buddów.

Kolejną rzeczą, którą musimy zrozumieć jest to, że strażnicy są naszymi przyjaciółmi. Strażnik to Budda, który przychodzi do domu z pracy (gdzie nosił krawat i pięknie pachniał perfumami sekretarek, które trzymał w ramionach) wkłada wielki płaszcz, bierze siekierę i idzie ściąć drzewo, albo bierze motykę i kopie grządki w ogródku. W ten sposób przekonujemy się, że nie jest naszym wrogiem, ale że ochrania nas przed czymś znacznie gorszym. Przekonanie takie przychodzi jednak po pewnym czasie i jestem pewien, że większość ludzi z Zachodu, którzy oglądają strażników po raz pierwszy i widzą morza płomieni, wiele par rąk, broń, odcięte głowy i węże, którymi są otoczeni, uważają ich za trudne przypadki. Ale wtedy stopniowo zaczyna się odczuwać ich energię i dobrze ich odbierać.

Ogólne zrozumienie polega więc na tym, o czym już mówiłem : są punktem, w którym Buddowie zmieniają swoją pokojową aktywność z biura, gdzie służą innym pomocą na pełną mocy aktywność, która może polegać na ścięciu drzewa, czy zrobieniu kilku dziur w ziemi. Wtedy pojawiają się umorusani, w wielkich rękawicach i z bronią w ręku. Są po prostu innym rodzajem aktywności.

Buddowie działają na cztery sposoby. Pierwszą aktywnością jest moc uspokajania, przynoszenia pokoju i dobrych uczuć. Po drugie, pomnażania i ukazywania pełni możliwości. Po trzecie przyciągania, wzniecania uczuć i wreszcie – ochraniania.

Aktywności mają z kolei związek z wyglądem. Kiedy wyrażają aktywność uspokajającą, najczęściej mają kolor biały. Kiedy pomnażają, są żółci jak żyzna ziemia. Buddowie, którzy przyciągają i budzą uczucia to niebieskie lub czerwone formy w zjednoczeniu, natomiast Buddowie ochraniający są czarni, czarno – niebiescy, lub biali. Tak czy inaczej, wszystkie te formy są wyrazem tej samej miłości i mądrości wszechświata, różnią się jedynie tym, że przejawiają się w różnoraki sposób, by być w stanie pomagać wszystkim istotom w różnych sytuacjach, jakie wydarzają się w życiu. Dobrze jest o tym wiedzieć od samego początku. Te łagodne formy oczywiście lubi każdy, trudno jest jednak od razu polubić formy gniewne, aż do momentu, gdy potrzebujemy pomocy – wtedy momentalnie się z nimi zaprzyjaźniamy. Na początku wymaga to jednak czasu.

Należy więc pamiętać, że Buddowie i Bodhisattwowie, z którymi pracujemy, przejawiają się także na gniewny, ochronny i pełen mocy sposób. Ale na poziomie wewnętrznym nie ma w nich gniewu ani żadnych innych przeszkadzających uczuć. Oni po prostu zajmują się rzeczami koniecznymi, bo czasem trzeba usunąć coś szkodliwego, czy włożyć trochę energii w coś pożytecznego i to wszystko. Są jak lekarz, który czasem odsyła pacjenta do domu, a czasem zatrzymuje i przeprowadza operację. Oczywiście, nikt tego nie lubi, ale to konieczne dla odzyskania zdrowia – bez operacji nie byłoby to możliwe. Istnieje wiele rodzajów strażników i z tego powodu chcę wam opowiedzieć o nich parę rzeczy.

Powinniście też wiedzieć, że ozdoby, jakie noszą formy łagodne i gniewne są dokładnie takie same, różnica polega jedynie na ich znaczeniu. Ozdoby łagodnych Buddów działają uspokajająco, łagodząco i ogólnie, w przyjacielski sposób formują z nas kogoś dobrego. Ozdoby gniewnych form odciągają to, co przeszkadza i potężnym uderzeniem łączą ze sobą części do siebie pasujące, oraz przekształcają szybciej niż cokolwiek innego- niosą ze sobą największą moc transformacji.

Chciałbym jeszcze opowiedzieć wam kilka rzeczy i choć niektóre z nich są raczej rodzajem podań ludowych myślę, że są ciekawe. Na szczęście nie dysponujemy taką ilością folkloru, jak hinduiści, ale szczególnie w Sikkimie i temu podobnych miejscach istnieją opowiadania odstające nieco od głównego nurtu kulturowego.

Jedna z nich mówi o ojcu form pełnych mocy, Cziano Dordże. Oświecenie zaś działa przez współczucie, które wyraża Budda Kochające Oczy, czyli Czenrezig; oraz przez mądrość, wyrażaną przez Buddę Dziampel Jang, nazywanego też Mandziuśrim, czyli Złotym, trzymającym miecz przecinający fałszywe poglądy i lotos, na którym spoczywa księga mądrości. Innym wyrazem oświecenia jest moc, ponieważ nawet będąc współczującym i mądrym, bez mocy nie osiągnie się wiele. Tak więc, potrzebujemy wszystkich tych właściwości razem.

Cziano Dordże w prawej dłoni trzyma dordże, a lewą ma złożoną w mudrze mocy,skacze a ramiona ma tak grube, jak moje uda. Historia mówi, że nie był niebieski od samego początku. Był za to najsilniejszy i Budda powierzył mu opiekę nad księgami.

Tak naprawdę, to najbardziej tajemne nauki przekazał Dakiniom, szlachetnym paniom, które obdzielają swoją intuicją, mądrością i głębokim wglądem, jeśli tylko udać się do nich z otwartością i postarać się obdarzyć je miłością w odpowiedni sposób. Przekazał je też Nagom, czyli wężom i przez to na przykład, jeśli potrafimy odczytywać ruchy wężów, możemy nauczyć się wiele o energii. Dał je także Cziano Dordże, swojemu zaprzyjaźnionemu siłaczowi. Tak więc, Diament w Ręce, bo tak można przetłumaczyć jego imię, strzegł tych nauk, ale pewnego razu musiał zrobić coś jeszcze i podczas jego nieobecności pojawił się tłusty demon, który chciał skraść księgi. Cziano Dordże wrócił i rzucił się do obrony, więc demon splunął na teksty trucizną po to, by je zniszczyć. Teraz trzeba było nie tylko rozprawić się z demonem, ale i połknąć truciznę, bo inaczej nauki przestałyby istnieć. W ten właśnie sposób Cziano Dordże stał się niebieski. Nie stracił przez to mocy, ale w ten sposób zmienił kolor. Tak naprawdę jednak nie należy do strażników, jest bardziej aspektem mocy. Jest także swojego rodzaju ojcem dla Czarnego Płaszcza, naszego głównego strażnika linii przekazu. Jest dla niego podstawą, polem energii, z której ten szczególny strażnik się wyłania.

Inna historia dotyczy Kochających Oczu, który przez długi czas pomagał ludziom. Pracował ciężko przez niezliczone ilości czasu, chociaż istnieje jedno jego wyobrażenie, na którym ma ręce założone do tyłu, jest zadowolony i wygląda, jakby miał wakacje. W każdym razie, po długi czasie pracy dla innych spojrzał w dół i zobaczył, że ludzie dalej sprzedają ołówki bez grafitów i rwą sobie nawzajem włosy z głów. Bardzo go to zasmuciło, stwierdził, że dalsze działanie nie ma sensu i rozpadł się na ogromną ilość kawałków.

Wówczas jego lama, Budda Nieograniczonego Światła zebrał je wszystkie do kupy i tak powstała tysiącramienna forma z dziewięcioma głowami. Żeby dodatkowo uczynić Czenrezika silniejszym, umieścił na jego szczycie głowę strażnika, a po to, żeby pokazać, że nie jest to nic osobistego, zwieńczył całość swoją własną głową. Taka jest historia powstania jedenastogłowej i tysiącramiennej formy związanej z przeróżnymi praktykami postnymi.

Istnieje jeszcze inna historia, według której Kochające Oczy znowu spojrzał w dół po ciężkiej pracy i zobaczył coś, co wówczas robiliśmy. Uronił dwie łzy, z których powstały Zielona i Biała Tara oraz inne Wyzwolicielki. Tak więc, opowieści tego typu jest naprawdę wiele i ponieważ są tak pożyteczne, opowiem jeszcze jedną.

Otóż był sobie człowiek, który bardzo źle medytował. Miał, co prawda ogromną moc, ale w medytacji robił tylko fazę budowania. Powód, dla którego należy ludzi sprawdzać jest taki, że jeśli otrzymają nauki o niewłaściwym czasie, w niewłaściwym miejscu i z nieodpowiednią motywacją mogą przynieść więcej szkody, niż pożytku. Tak więc, zanim zacznie się z kimś pracować trzeba najpierw poczuć z nimi pewnego rodzaju więź. Natomiast w tym przypadku, człowiek ten praktykował medytację na szczególnie potężnego Buddę i wykonując przy tym fazę budowania gromadził energię – nie rozpuszczając formy strażnika, na którą medytował. Nie robił po prostu tego, co trzeba: przemieniania Buddy w światło, rozpuszczania się razem z nim w otwartej przestrzeni i wyłaniania się z powrotem, jak my to robimy. Przez całe swoje życie budował ogromną ilość mocy, ale nie zajmował się odprężeniem, dobrymi uczuciami czy poczuciem jedności. Tak więc, kiedy umarł, jego ego było bardzo silne. Wtedy, ze stanu bezcielesnego zobaczył coś, co strasznie go rozzłościło i odrodził się jako straszliwy demon o niebieskim ciele. Był tak przerażający, że zaraz po urodzeniu matka pobiegła z nim na cmentarz i porzuciła go tam. Ale ponieważ była dobrą kobietą, po tygodniu wróciła sprawdzić, co się stało. Kiedy rozejrzała się wokół zobaczyła, że wszystkie groby zostały rozkopane, a ze zwłok ktoś wyrwał serca. I kiedy zbliżyła się do miejsca, w którym zostawiła potwora, ten wyskoczył i pożarł jej serce. Był to więc naprawdę trudny gość.

Po jakimś czasie okolica zaczęła się wyludniać i Buddowie powiedzieli „Dość tego. tak nie może być.” Wysłali wtedy Mahakalę, który żeby zwalczyć ośmiorękiego demona musiał także uzbroić się w cztery pary ramion. Na to potwór stworzył więcej rąk wyposażonych w różne rodzaje broni tak, że miał ich w sumie 64. Nie było go stać na więcej, bo zły umysł jest zawsze ograniczony – pociągnie tylko do pewnego poziomu, dalej sam się blokuje, korzysta bowiem z siły gniewu i tym podobnych uczuć, a te są zawsze skończone. Strażnik natomiast był Bodhisattwą i miał nieograniczoną moc współczucia, więc wyprodukował tysiąc ramion i jednym z nich zabił demona.

To była jedna z historii, które opowiada się nie tylko dlatego, że są ciekawe, ale też dlatego, że jest w nich coś więcej – obrazują działanie różnego rodzaju energii. Energie ochraniające, z którymi my pracujemy funkcjonują tak, jak już mówiłem podając przykład kogoś, kto zakłada wielki kombinezon i idzie przekopać ogródek. Istnieją więc formy będące bezpośrednim wyrazem mocy i tego, że Buddowie widzą, że w łagodny sposób nie zawsze będą w stanie przynieść korzyść każdemu, a czasem potrzebny jest kopniak czy rękawica bokserska wymierzająca celny cios.

W naszej linii przekazu (Karma Kagyu) jest trzech głównych strażników męskich i dwóch żeńskich. Są oni emanacjami najważniejszych Bodhisattwóch. I tak na przykład, sześcioramienny, stojący Mahakala przedstawiany ze złączonymi nogami jest naturalnym wypromieniowaniem Kochających Oczu (czteroramiennego Czenrezig ).W niektórych przypadkach Mahakala bywa biały, jest wówczas bardzo szczodry i obdarza nas tym, czego potrzebujemy – jednak najczęściej jest czarny. Z kolei czteroręki Mahakala jest emanacją mądrości wszystkich Buddów – Mandziuśriego lub też Dziampe Jang. Jest czarny, trzyma miecz i księgę tak, jak Mandziuśri, siedzi lekko pochylony i oprócz tego ma też łuk i strzałę. Dla naszej linii przekazu bardzo szczególny jest dwuręki Mahakala, który pracuje tylko i wyłącznie dla Karmapy.

Większość innych strażników ochrania wiele linii – dostają różne zlecenia i pomagają w różnych sytuacjach. Z Czarnym Płaszczem jest inaczej, wyszczególnia się też tym, że jego głowa stanowi jedną trzecią całego ciała – wygląda jak buldog z ogromnymi kłami. W prawej dłoni trzyma nóż odcinający wszystkie przeszkody i ograniczenia ego, w lewej czarę z czaszki, w jego płonących włosach widzimy Garudę, a cała jego postać otoczona jest przez morze płomieni. Wyróżnia go także to, że inni strażnicy stoją, bądź też siedzą, on natomiast skacze wdeptując w ten sposób wszystkie negatywności w rozżarzony dysk słońca. Ta trójka to najważniejsi męscy strażnicy pochodzący wprost od Buddy. Są manifestacją oświeconej, ochraniającej energii, niezakłóconej przeszkadzającymi uczuciami, negatywnościami, czy jakimikolwiek zaciemnieniami. Są właśnie tym, co powinno się zdarzyć dla pożytku wszystkich istot.

Istnieje dwóch szczególnych dla nas żeńskich strażników. Jedna z tych niezwykłych pań ma cztery ręce, jest partnerką dwuramiennego Mahakali i siedzi z nim w zjednoczeniu na mule, który jest charakterystyczny przez to, że ma dodatkowe oko na zadzie i widzi wszystko, co się z tyłu dzieje. Wokół widzimy płomienie, a muł brodzi w jeziorze krwi powstałej z odcięcia ego. Otaczający ich ogień jest tak potężny, że ciała ich są całkiem białe. Inna forma partnerki Mahakali ma dwie ręce, w których trzyma purbę – trójkątny sztylet; lustro, w którym widać przeszłość, teraźniejszość i przyszłość i wężowe lasso do poskramiania negatywnych energii. Ona także jest przedstawiana w zjednoczeniu z Mahakalą, lub też pojedynczo. Ci żeńscy strażnicy są także manifestacją pełnej mocy, ochraniającej energii oświecenia, jednej z czterech aktywności Buddy. Pozostałe trzy to, jak już wspominałem, aktywności: uspokajająca, pomnażająca i przyciągająca. Wszystkie przynoszą pożytek i w żaden sposób nie są osobiste.

Oprócz tego istnieją jeszcze bardzo ważni strażnicy Guru Rinpocze, jest Guru Dragpo, i tak dalej. Bardzo szczególna dla nas jest żeńska forma ochraniająca, która wyłoniła się z czubka głowy Buddy – Dukar, czyli Biały Parasol. Główna forma gniewna Guru Rinpocze to Diamentowy Zwisły Brzuch, Dordże Drollo, który jest czarno-czerwony, trzyma dordże i purbę stojąc na ciężarnej tygrysicy. Inny strażnik, Guru Dragpo jest niebieski, stoi w nieco inny sposób, na jedną stronę się ogląda, a z drugiej strony zwalcza negatywności. Takich strażników jest naprawdę wiele. Jeden z nich, Vamaradża, jest naprawdę nieokiełznany – zanim weźmie się jego inicjację, trzeba się dobrze zastanowić… Ci wszyscy strażnicy są bezpośrednim wyrazem oświecenia. Wszystkich form Mahakali jest 43 – o głównych mówiłem przed chwilą, ale jest jeszcze dynamiczny, skaczący Dordże Legpa i jego 360 braci. Jest on dzikim kowalem – używa młota i miech i jest siłą sprawczą dla wielu przynoszących pożytek zjawisk.

Na tankach tybetańskich strażnicy zajmują miejsce pod postacią lamy, który umiejscowiony jest w środku, w rogu zaś zobaczymy jego jidama – formę Buddy, która była dla niego największą inspiracją i ukazywała mu jego oświeconą naturę. Czasem oprócz, lub zamiast jidama namalowana będzie linia przekazu, ale w przypadku strażników, którzy są aktywnością lamy, miejsce ich jest zawsze pod formą mistrza. Można się o tym przekonać oglądając chociażby tanki z wyobrażeniami Karmapów.

(Lama Ole Nydahl, Groningen w Holandii, 26.06.1994) tłum. Maria Przyjemska