Świat współczesny przepełniony jest konfliktami, wojnami i agresja pomiędzy poszczególnymi państwami oraz wewnątrz nich samych. Dzieje się tak z powodu braku miłości i współczucia. Rozpatrując zjawisko z tego punktu widzenia – świat nigdy dotąd nie znajdował się w tak poważnej sytuacji.

Wielu ludzi w naszych czasach myśli, że wojny czy groźby wojen istnieją z powodu zbrojeń. Owszem, mamy straszliwa broń nuklearną i powszechnie sądzi się, że wystarczy się jej pozbyć, a zniknie ryzyko wojny. W rzeczywistości to nie broń czyni wojnę lecz ludzie, którzy jej używają. To ludzki umysł produkując agresję doprowadza do wojny. Proste wyeliminowanie instrumentów wojny nie wykluczy jej samej. Aby zlikwidować przyczynę wojny – agresję, należy pracować na indywidualnym poziomie umysłu, bo to właśnie z niego pochodzą emocje: złość i nienawiść, które doprowadzają do walki.

Przyczyn konfliktów może być wiele. Mogą na przykład wypływać z dumy: jakiś człowiek (lub kraj) uważa siebie za lepszego od innych i aby tego dowieść, pragnie wyeliminować każdego konkurenta i w dziedzinie, której duma dotyczy i w każdej innej. Agresja może też pochodzić z pożądania czy przywiązania: ktoś chce zagarnąć coś należącego do kogoś innego i wytwarza przyczynę starcia. W ten sposób różne przyczyny emocjonalne przynoszą taki sam skutek.

Oczywiście – złość i nienawiść same w sobie są również przyczyną agresywności. Najbardziej przejrzystym tego przykładem jest osoba, która myśląc, że ma wroga, mówi sobie: „On jest moim wrogiem, ludzie tego kraju są moimi wrogami, nienawidzą mnie, pragną mnie zabić, tak więc ja muszę ich zabić pierwszy”! Oto reagowanie złością. Może to też być pragnienie, zazdrość, obawa, że inny kraj czy inna osoba są silniejsi od ciebie lub staną się takimi w przyszłości. I powodujesz kłopoty. A więc eliminujecie je od zaraz! Istnieją różne przyczyny agresji, lecz to, co zawsze podkreślam to fakt, iż u ich podstaw leżą emocje. I tak pierwszą przyczyną agresji i konfliktów jest umysłowa i emocjonalna chwiejność poszczególnych jednostek.

Nie jest to zjawisko wyłącznie narodowe lub międzynarodowe. Są przecież kłótnie domowe w obrębie rodzin: rodzice kłócą się z dziećmi, dzieci pomiędzy sobą itd. W domach tworzą się i rozgrywają wszystkie rodzaje konfliktów i napięć. I wszystkie pochodzą z emocjonalnego pomieszania tkwiącego w umysłach ludzi.

Nawet osoba samotna może tego doświadczyć, nie jest potrzebny kontakt z kimś drugim. Znamy przecież strach, niepokój, smutek, napięcie, troski, cierpienie… A wszystko to wypływa z emocjonalnego pomieszania naszego własnego umysłu. Naprawdę nie jest potrzebna obecność dwojga, by taka sytuacja zaistniała.

Ujmując rzecz ogólnie: my wszyscy, istoty nieprzebudzone, doświadczamy niewiarygodnej ilości zakłócających emocji. Tradycja mówi o 84000 nauk udzielonych przez Buddę i będących lekarstwami na zatrute postawy umysłu. Tymczasem najbardziej podstawowym pojęciem tej rozległej tradycji jest idea miłości i współczucia – bodiczita. Ta przebudzona postawa ma dwa aspekty: względny lub konwencjonalny, którym jest miłość i współczucie rozwijane wobec wszystkich istot oraz ostateczny lub absolutny – doświadczenie pustki; podstawowej pustki umysłu oraz pustki zjawisk

i doświadczeń tworzonych przez umysł. Te dwa aspekty bodiczity są korzeniem 84000 nauk Buddy. Bez nich Przebudzenie nie byłoby możliwe. Jeżeli zaniedba się bodiczitę względną – miłość i współczucie – lub bodiczitę ostateczną – fundamentalna mądrość, doświadczenie pustki – praktyka będzie jałowa i nieskuteczna. Ostateczne zrozumienie pustki

wspiera rozwój współczucia, ono zaś sprzyja pogłębianiu mądrości. Te dwa podstawowe elementy tworzą korzeń wszelkich buddyjskich nauk. Teraz bardziej szczegółowo omówimy względny, konwencjonalny aspekt bodiczity, czyli współczucie rozwijane wobec wszelkich istot. Przede wszystkim musimy zdefiniować słowo „współczucie”, umieścić je w jego kontekście i określić, w jakiej sytuacji i w jaki sposób owo współczucie rozwijamy.

Przyjrzyjmy się prostej sytuacji, w której biorą udział dwie osoby. Jedna spogląda na drugą i myśli: „Biedak! Powinienem mieć dla niego wiele współczucia!” Takie zachowanie nie ma oczywiście sensu, szczególnie gdy dana osoba jest od nas lepsza. Wyobraźmy sobie, że ktoś jest bogatszy od nas, a my mówimy: „On jest taki bogaty. Biedny! Jaka szkoda!” Jeżeli ktoś inny jest na wysokim stanowisku, na przykład minister albo ktoś znaczący, a wy myślicie: „Biedny, naprawdę trzeba go żałować!”, to takie współczucie nie ma sensu; to sztuczna postawa, rodzaj sentymentalnego odruchu.

Przenieśmy się teraz na poziom międzynarodowy. Wiemy, że istnieje obecnie niebezpieczństwo światowej wojny, szczególnie miedzy supermocarstwami, takimi jak Stany Zjednoczone czy Związek Radziecki. Jeżeli zajmiemy się jednym z tych krajów, tak potężnym, tak dobrze uzbrojonym jak USA i pomyślimy: „Biedni ludzie! Jakie nieszczęście!”, albo spojrzymy na kraj taki jak ZSSR – również uzbrojony, potężny, prosperujący – i pomyślimy: „Biedni ludzie!”, to takie myślenie naprawdę nie ma sensu. Nie jest to ten rodzaj współczucia, o którym chcemy mówić.

Jak zatem rozwijać współczucie? Jaki jest kontekst współczucia? Pierwsze, co należy zrozumieć to fakt, iż każda istota, każdy z nas ma możliwość doświadczenia fundamentalnej natury swojego umysłu, którą my nazywamy natura Buddy: Tathagatagarbhą. Faktycznie czysty stan jakiejś istoty jest wolny od błędów, niedoskonałości, wolny od wszelkiego cierpienia, całkowicie pozytywny i naturalnie szczęśliwy. Jednakże my tego nie znamy, nie mieliśmy bezpośredniego doświadczenia. Zrozumienie, że ktoś drugi nie może doświadczyć natury własnego umysłu jest jednym z głównych powodów odczuwania wobec niego współczucia, jest prawdziwą przyczyną współczucia.

Inna rzeczą do rozważenia jest nieograniczona ilość stanów egzystencji, których nasz umysł oraz umysł każdej istoty doświadcza w czasie bez początku, w nieskończonym cyklu odrodzeń. Jeśli wysłuchamy uważnie słów Buddy, usłyszymy iż w całym wszechświecie nie istnieje nawet jedna istota nie będąca naszą matką lub ojcem w jakimś momencie w przeszłości, w takim czy innym życiu. W poprzednich żywotach spotykała nas taka sama troska i życzliwość, taka sama miłość ze strony istot, które były naszymi rodzicami, jak i ze strony naszych aktualnych rodziców. Budda rzekł: „Istoty były naszymi rodzicami nie jeden raz, lecz setki, tysiące razy”. Ponieważ liczba naszych poprzednich żywotów jest nieskończona, a i liczba istot jest nieskończona, mieliśmy taki związek w tym czy innym momencie z każdym, ze wszystkimi istotami całego wszechświata. Jest to kolejna rzecz, którą trzeba wziąć pod uwagę, gdy rozwijamy prawdziwe współczucie.

Z powodu niewiedzy zaciemniającej nasz umysł rodzice nie rozpoznają swoich poprzednich dzieci, a dzieci nie rozpoznają tych, którzy byli ich rodzicami. Nie dostrzegamy tego głębokiego związku, lecz raczej mamy wszelkie rodzaje przywiązań i niechęci wobec istot, zbudowane na powierzchownej reakcji. Nie rozumiemy tego podstawowego pozytywnego związku, jaki mamy z istotami. Zrozumienie, że z powodu emocjonalnego pomieszania nie widzimy prawdziwego związku łączącego nas z innymi jest kolejną racją odczuwania współczucia.

Historia jednego z głównych uczniów Buddy, Katajany, ilustruje pojęcie związku karmicznego. Katajana był Arhatem i posiadał pewien stopień jasnowidzenia i psychicznych mocy. Pewnego dnia, gdy wyruszył ze swoją miseczką, by żebrać, przeszedł obok domostwa, gdzie w ogrodzie siedziała młoda kobieta. Na kolanach trzymała nowonarodzonego syna i tuliła go czule, jedząc rybę. Gdy skończyła, rzuciła ości i skórę suce, która w poszukiwaniu pożywienia gwałtownie wtargnęła do ogrodu. Młoda kobieta rzuciła jej resztki swojej ryby, krzycząc przy tym i lżąc sukę.

Katajana obserwując tę scenę mógł ujrzeć związki karmiczne istniejące pomiędzy tymi istotami. Rozumiał, co się działo w ich poprzednich żywotach. W tym szczególnym przypadku owa młoda kobieta miała w poprzednim życiu wroga, którego silnie nienawidziła i który ją mocno nienawidził. Był więc pomiędzy nimi związek silnie negatywny. Nieprzyjaciel ten zmarł i zasada jego świadomości odrodziła się jako dziecko tejże kobiety. Znów był pomiędzy nimi silny związek, lecz kobieta nie była świadoma, iż istota ta, obecnie jej syn, była niedawno jej wrogiem. Ojciec kobiety zmarł i odrodził się jako ryba: ta, którą jadła nieświadoma, że to jej własny ojciec. Suka, której rzucała ości i na którą tak brzydko krzyczała, była jej zmarłą matką, która odrodziła się teraz właśnie w tej formie. Katajana spostrzegł, że niewiedza tej kobiety jest tak wielka, iż nie zdaje sobie ona sprawy z faktu, że spożywa mięso z własnego ojca, znieważa matkę i tuli do serca własnego wroga; widzenie to zrodziło w nim wielkie współczucie. Katajana ułożył z tej okazji pieśń, która została tu opowiedziana. Mówił w niej: „Widziałem kogoś jedzącego mięso własnego ojca, obrażającego matkę i czule obejmującego wroga, spojrzałem wówczas na samsarę i zaśmiałem się: wszystko jest tak absurdalne!”

W rzeczywistości wszystkie istoty są do siebie podobne, wszystkie są jak nasza matka i ojciec, wszystkie były naszymi rodzicami. Wszyscy są podobni, bo szukają szczęścia; to jest główna racja ich bytu. Najważniejszą rzeczą, której pragniemy, jest szczęście. Ich problem tkwi w tym, że pewne rzeczy nas do szczęścia prowadza, a inne nam go nigdy nie przysporzą. Cnotliwe działanie ciała, mowy i umysłu tworzy pozytywna karmę, która owocuje doświadczeniem szczęścia. Z drugiej strony negatywne działanie ciała, mowy i umysłu tworzy negatywna karmę przynoszącą ból i cierpienie. Niestety, wielu tego nie rozumie. Widzimy wtedy oczywistą sprzeczność pomiędzy tym, czego dana istota pragnie, a tym, co robi, aby swe pragnienie ziścić. Próbując być szczęśliwymi tworzymy przyczynę przyszłego cierpienia. Zrozumienie sprzeczności między pragnieniami istoty a sposobem ich realizowania daje nam podstawę do odczuwania współczucia.

Możemy ujrzeć istoty, które doświadczają skutków wielkiego nagromadzenia zasługi i pozytywnej karmy zebranych w poprzednich żywotach. Teraz są bogate, wpływowe. Jeśli używałyby swojej fortuny i wpływów dla dobra innych w sposób całkowicie altruistyczny, wówczas skutki ich działań byłyby wyłącznie dobre: więcej zasługi i nawet jeszcze lepsze odrodzenie w przyszłości. Lecz niestety większość ludzi nie używa w ten sposób swoich bogactw czy władzy. Nie używa się ich naprawdę dla czyjegoś dobra i ta okazja bywa zmarnowana.

Niektórzy są bardzo bogaci, posiadają więcej, niż jest to niezbędne do życia. Wszyscy potrzebujemy miejsca do zamieszkania oraz środków do życia, a całej reszty naszego majątku możemy używać w sposób konstruktywny, na przykład jako ofiary czynionej z oddaniem dla Trzech Klejnotów lub naszego duchowego przewodnika. Możemy dawać jałmużnę i pomagać innym. Ci, którzy czynią w ten sposób, wzbogacają się pod każdym względem w tym życiu, a zgromadzona zasługa poprowadzi ich ponadto do jeszcze lepszego odrodzenia w przyszłości: w świecie bogów lub ludzi, a w tym przypadku będą jeszcze bogatsi niż obecnie. Jednakże większość ludzi nie posługuje się tak swoimi dobrami; używa ich niewłaściwie. Najczęściej bywa tak, że im ktoś jest bogatszy, tym bardziej jest skąpy i tym bardziej przywiązany do tego, co posiada. Tak to bogactwa staja się źródłem problemów, trosk i konfliktów, gdyż przywiązujemy się coraz bardziej do tego, co mamy. Inna reguła jest taka, że im ktoś ma więcej władzy, tym większym źródłem cierpienia jest ona dla innych. Używamy władzy w sposób niewłaściwy, czyniąc innych nieszczęśliwymi. Oznacza to, że cała moc, jaka ktoś dysponuje tworzy w rzeczywistości negatywna karmę i doprowadzi do odrodzenia się w niższych światach.

A zatem uważamy kogoś innego za naszego rodzica i myślimy: „Oto istota, która była moją matką lub ojcem w jakimś poprzednim życiu. Teraz jest bardzo bogata i wpływowa, lecz nie ma to sensu, gdyż trwoni wszystko, co posiada, nie rozumie, że jedyne co robi, to przysparzanie cierpienia, którego by nie było, gdyby nie miała tych wszystkich bogactw i władzy”. Tu oto ma miejsce prawdziwe współczucie – szerokie widzenie sytuacji, widzenie żałosnych karmicznych następstw. Sam Budda powiedział: „Ktokolwiek ma władzę, ma negatywną karmę, ktokolwiek ma bogactwa, jest chciwy i skąpy”, Jeśli możecie zobaczyć rzecz w tym świetle, możecie zrozumieć jak rozwijać współczucie wobec kogoś bogatego czy potężnego. Kiedy rozumiemy proces karmiczny widzimy, że liczne istoty stwarzają przyczyny swoich przyszłych cierpień. Z drugiej strony wiele ich cierpi obecnie z powodu swojej poprzedniej negatywnej karmy. We wszystkich tych przypadkach albo doświadczamy skutków tego, co robiliśmy albo tworzymy teraz przyczyny przyszłego cierpienia. Takie widzenie jest podstawa do rozwijania prawdziwego współczucia.

Na przykład istoty z trzech niższych światów cierpią bardzo wiele. W światach piekielnych doznają niewyobrażalnych cierpień z powodu gorąca lub zimna. W świecie pretów doświadczają głodu i pragnienia, zaś odrodziwszy się pośród zwierząt cierpią nie tylko z przyczyny wielkiej głupoty, lecz także musza walczyć, aby przeżyć. Istnieje stała walka między gatunkami. Wszystkie cierpienia, jakie znoszą, są skutkami negatywnej karmy niegdyś przez nie zebranej. Wobec istot z tych różnych stanów egzystencji możemy odczuwać tylko współczucie; jest ono naturalne, gdy widzi się takie cierpienia.

Możemy również zauważyć, że wiele istot tworzy sobie przyszłe cierpienia. Być może teraz nie cierpią, ale tworzą przyczyny przyszłego cierpienia poprzez szkodliwe czyny, mentalna postawę – na przykład skąpstwo czy chciwość – negatywne nastawienie do innych, błędne poglądy, czy niewłaściwe rozumienie natury rzeczywistości. Dlatego ich umysły funkcjonują w sposób prowadzący do takich zachowań jak kłamanie, obmawianie, niewłaściwy seksualizm, cudzołóstwo itd. Wszystko to przynosi negatywna karmę, która wyprodukuje cierpienie dla tych, którzy owe czyny popełnili. Istoty wciąż i wciąż stwarzając przyczyny przyszłych doświadczeń. Teraz może nie cierpią, choć czynią źle, ale nastąpi to później i dlatego zasługują na współczucie.

Współczucie należy rozwijać nie tylko wobec tych, którzy obecnie cierpią, lecz i wobec tych, którzy w tej chwili nie cierpią, lecz przez moc swojej złej karmy odrodzą się w którymś z niższych światów. Na pewno więc trzeba odczuwać współczucie, kiedy widzi się rezultat karmicznego procesu.

Wszystkie istoty, które potrafimy zobaczyć: dzikie zwierzęta, ryby, ptaki, owady itd. są także istotami czującymi. Są to istoty wyposażone w umysł i w tym lub tamtym momencie były naszymi rodzicami. Takie powiązanie mamy ze wszystkimi. Spójrzcie, w jakim stanie znajdują się obecnie! Ich umysł przybrał ubogą formę: zwierzęcia albo czegoś jeszcze niższego. Z tego powodu doświadczają niewiarygodnego cierpienia i bolesnej niewiedzy. I to znów jest racją dla rozwijania współczucia: pragniemy móc uczynić coś, aby wyzwolić te wszystkie istoty od wszelkiego cierpienia i nieświadomości.

Istoty z niższych stanów egzystencji nie maja żadnej możliwości nauczenia się czegoś, otrzymania nauk lub przewodnictwa duchowego. Nie posiadają żadnego sposobu rozwijania wiary, współczucia i duchowego postępu. Ponadto automatycznie produkują negatywną karmę: zabijają, kradną, sprawiają innym ból. Wszystkie te działania przyniosą karmiczne skutki, przyczynią się do stworzenia tendencji, które doprowadza je do stanów jeszcze niższych, gdzie jest jeszcze więcej pomieszania i jeszcze więcej cierpienia. Gdy ujrzymy, że nie ma dla nich nadziei, że nie tylko nie mają szansy osiągnięcia wyzwolenia, ale na dodatek pogarszają swoja sytuację, wówczas oczywiście naszą reakcją będzie współczucie.

Lecz jeśli to wszystko nie zrodzi w nas współczucia, to czy powinniśmy usiłować je wytworzyć? Ponieważ w rozwijaniu naszej zasługi, powiększaniu naszej mądrości i autentycznym dążeniu do duchowego rozwoju nie ma większej właściwości nad współczucie, Budda powiedział w pewnej sutrze: „Gdyby można było dać materialna formę jednej chwili bodiczity, jednej chwili współczucia, to całe niebo, cała przestrzeń nie mogłaby jej pomieścić”. Współczucie jest doświadczeniem tak dogłębnym i tak potężnym, że gdyby było czymś stałym, solidnym, nie pomieściłyby go całe przestworza. Współczucie ma przeogromna moc, z której bierze początek nasz rozwój, wzrost naszej zasługi i mądrości. A zatem rozwinięcie współczucia to gigantyczny krok na drodze do oświecenia, krok przynoszący pożytek wszystkim istotom.

Gdy ktoś na tej planecie rozwinie współczucie, wówczas to doświadczenie prawdziwe i autentyczne jednej tylko osoby, nawet bardzo biednej i nieznaczącej, przyczyni się istotnie do światowego pokoju. Im liczniejsze będzie grono tak myślące, tym większe wyniknie a tego dobrodziejstwo, ponieważ zsumuje się skuteczność wysiłków. Jeden z najważniejszych uczynków, największy wkład, jaki można wnieść do dzieła pokoju w świecie, to rozwijanie współczucia wobec innych.

Nie wystarczy jednak wzbudzić współczucie tylko raz, należy je stale coraz bardziej pogłębiać. Jest to szczególna postawa wyrażana w medytacji Mahajany zwanej „Tong len” (dosłownie: wysyłanie i branie). Myślimy wówczas: „Jestem tylko jednostką doświadczającą cierpienia, a niezliczona ilość innych istot w wielu sferach egzystencji zaznaje cierpień stokroć gorszych. Jestem tylko jedną istotą, a więc to nic wielkiego, a wszystkie te istoty razem wzięte stanowią wielką sumę cierpienia. Załóżmy, że wezmę to cierpienie na siebie…” Podczas medytacji rozwijamy takie nastawienie polegające na rzeczywistym braniu na siebie cudzych cierpień. Chcąc przyjmować cudze cierpienia po to, by inni byli od nich wolni, to właśnie jest „branie”. Jest to sposób rozwijania i pogłębiania współczucia.

Tyleż samo pożytku przynosi druga część tej medytacji, zwana „wysyłaniem” albo „dawaniem”. Jej ideą jest dawanie, dzielenie się z innymi całą naszą zasługą, szczęściem, bogactwem, wszystkim, z czego korzystamy. Robimy to podczas medytacji myśląc, że nieograniczenie dajemy każdej istocie całe bogactwo, szczęście, wszystkie zasługi, zdrowie, długie życie, wszystko, co posiadamy. Ten aspekt medytacji jest równie pożyteczny.

Jednakże idea brania i wysyłania, dawania innym tego, co najlepsze w nas samych i odbierania ich cierpień jest dla nas czymś abstrakcyjnym. Nie mamy rzeczywistej zdolności robienia tego naprawdę: podczas medytacji – owszem, lecz działać tak realnie dla kogoś drugiego jest bardzo trudno. Zaczynamy więc od takiego nastawienia, medytacji, przyzwyczajamy się i wreszcie staniemy się zdolni czynić tak naprawdę. Z opowieści o kolejnych żywotach Buddy, Dżatakach, wynika, że zanim osiągnął oświecenie był Bodisatwą, miał 500 narodzin nieczystych i 500 narodzin czystych. I w każdym z tych żywotów nasz przyszły Budda zdolny był rozwijać tę właściwość brania na siebie cudzych cierpień oraz dawania, dzielenia się swoją zasługą i szczęściem.

Kiedy modlimy się do naszego Lamy lub Trzech Klejnotów o usunięcie naszych splamień, o oczyszczenie naszej negatywnej karmy, wzrost zasług i duchowego rozwoju jest to pożyteczne. A jeśli do takiej modlitwy włączymy wszystkie istoty modląc się o ich dobro, błogosławieństwo, które dzięki temu otrzymamy, będzie o wiele silniejsze.

Szczególnie zaś, gdy spojrzymy na sytuacje dzisiejszego świata: na wszystkie konflikty, zagrożenia wojną itd. zrozumiemy, że powodem tego jest fakt, iż wszyscy ludzie zbyt serio traktują to, co robią. Zachowują się tak, jakby mieli żyć wiecznie, jakby wszystkie ich poczynania polityczne czy wojskowe miały kapitalne i absolutne znaczenie. W rzeczywistości życie jest krótkie jak sen, z którego bardzo prędko się przebudzimy. Jeżeli ktoś żyje sto lat, jest to zadziwiające. Mamy przed sobą 70,80 czy 90 lat życia, nie więcej. A więc kontrolowanie całego świata nie jest przydatne. Umierając, porzucamy wszystko. Nic nie jest już wtedy ważne. Niestety, ci którzy wywołują konflikty, którzy są w nie uwikłani, zachowują się tak, jakby wszystko to miało ostateczne znaczenie. Myślą, iż to, co robią, jest najważniejsze, że warte jest zachodu, podczas gdy w istocie nie ma żadnego sensu. Oto kolejna podstawa do rozwijania współczucia.

Weźmy zwykły akt zabijania, prosty fakt pozbawienia życia wywołany gniewem. Teoretycznie, końcowym wynikiem takiego pojedynczego występku jest kalpa odrodzeń w świecie piekieł. Umysł zabójcy będzie musiał doświadczyć bycia zabijanym pięćset razy pod rząd – taka jest karmiczna zapłata za jego czyn. Gdy teraz przyjrzymy się przypadkowi wojny, w której setki tysięcy istot bierze udział we wzajemnym mordowaniu, widzimy, że powstaje zbiorowa karma na przeogromną skalę: jest to karma indywidualna każdej z uwikłanych w wojnę jednostek płynąca z faktu zabijania innych oraz wspólna karma grupowa wszystkich istot, które przyczyniły się do tego całego cierpienia. Rezultat jest wówczas zbiorowy: grupowa karma biorąca się z faktu uczestnictwa w tak wielkiej masakrze, tj. suma morderstw. I wszyscy będą musieli doznać całej tej negatywnej karmy.

Istnieje parabola pomiędzy rozwojem świata ludzi a aktywnością bogów i półbogów: zachodzi ścisły związek między tym, co się dzieje w ludzkim świecie i orientacją ku wojnie, a waśniami pomiędzy bogami i półbogami. Jeśli większość ludzi praktykuje cnotę i rozwija się duchowo, wtedy na poziomie nieba bogowie zaczynają wygrywać bitwę. Taki obrót sprawy powoduje wzrost pomyślności, szczęścia i pozytywnego rozwoju w świecie ludzi. Akcja i reakcja wzmacniają się wzajemnie. Gdy jednak dzieje się przeciwnie, większość ludzi działa

w sposób negatywny i popełnia szkodliwe czyny, wygrywać poczynają półbogowie, co z kolei pogarsza sytuację świata ludzkiego. Znów mamy wahadłowy związek.

Bogowie mają zdolność poznawania, co się dzieje u ludzi, podczas gdy my nie mamy pojęcia, co się dzieje w ich świecie. Oni doskonale wiedzą, jakie są proporcje ludzi praktykujących cnotę, praktykującyh Dharmę, tych, którzy prawdziwie rozbudzili w sobie miłość i współczucie; są tego świadomi i cieszą się. To trochę tak, jakby bogowie przyklaskiwali takim poczynaniom ludzi; oznaczają one, iż w ich świecie zaczyna się dobry okres, że przezwyciężą negatywne siły półbogów. A kiedy widzą degenerację świata ludzi, przysparza im to cierpienia, gdyż rozumieją, iż przegrywają bitwę z półbogami. Ta zależność pomiędzy światami jest obszernie opisana w niektórych sutrach; można je znaleźć w zbiorze zwanym „Kandziur”. Szczególnie wiele na ten temat mówią dwie sutry: jedna to „Drenpa nier sziak”, co znaczy „Sutra ważności”, a druga zwie się „Ser y dampa”, czyli „Szlachetne Złote Światło”. W obu sutrach opisany jest związek istniejący między światami oraz proces karmiczny, który doprowadza do poszczególnych światów.

Skoro nie możemy pójść i powiedzieć supermocarstwom: „Nie walczcie!” tak, aby usłuchały, skoro mówimy ludziom: „Trzeba, by pokój zapanował na świecie, nie bijmy się już więcej!” i jest oczywiste, że ludzie nie będą nas słuchać, jeśli będziemy tylko mówić…Lecz szczerze wieżę, że jeżeli jedna osoba rozwinie miłość i współczucie wobec innych i powodowana współczuciem będzie się modlić o pomyślność w świecie, to wniesie istotny wkład w dzieło pokoju; ktoś taki będzie rzeczywiście rozwijał moc działania w zamierzonym kierunku.

Było to krótkie wprowadzenie do zagadnienia względnej czy konwencjonalnej bodiczity; rozwijania miłości i współczucia. Można by z pewnością powiedzieć o wiele więcej, lecz na razie poprzestaniemy na tym. Nie zbadaliśmy ostatecznego aspektu bodiczity, czyli natury umysłu, doświadczania tej prawdziwej natury – pustki umysłu, czym jest umysł istoty, kto współczucia doświadcza. Powiem o tym inny razem, ponieważ z takiej nauki płyną liczne dobrodziejstwa. Im lepiej rozumiemy ostateczny aspekt bodiczity, którym jest pustka, tym bardziej pomaga to nam w rozumieniu aspektu względnego, konwencjonalnego bodiczity, czyli miłości i współczucia. Im głębiej pojmujemy ostateczną mądrość, tym mocniej wzrasta w nas zdolność uspokojenia i wyciszenia emocji i pomieszania. A zatem zrozumienie ostatecznego aspektu natury umysłu i doświadczenie pustki pomaga nam coraz silniej rozwijać współczucie i pokonywać emocjonalne pomieszanie naszego umysły.

Zakończmy modlitwami, dedykując zasługę płynącą z tych nauk dobru wszystkich istot.